wtorek, 27 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

Ups… Miwa chyba poczuła się ugryziona. Powinienem jej sprostować moje zdanie.
-Może tak? W końcu słowo „mutant” nie znaczy tego, że będziesz miała dodatkową rękę. Jest to po prostu określenie zjawiska, które w naturze nie występuje naturalnie. To jak z kolorem oczu, nie masz na to wpływu, ale dwukolorowa tęczówka nie jest widziana dosyć często. Ja nie przepadam za TĄ anomalią, bo jej egzystencji nie rozumiem. Tak jak pojęcia miłości.
-To, że nie rozumiesz, nie znaczy, że jest to dziwne! –zaciągnęła się sorbetem.
-Miwa, nie gadajmy może o tym. Nie chce wiedzieć, jak można czuć pociąg do obu płci. Ja sobie nie wyobrażam bycia w bliskiej relacji z facetem. –napiłem się swojego napoju.
-Czemu nie?
Przez chwilę wyobraziłem sobie Czelava w moim łóżku. Wyplułem całą zawartość sorbetu, który trzymałem w buzi. Zrobiło mi się niedobrze.
-Nie podnieca, a obrzydza. Jaki bałagan trzeba mieć w głowie, by tak myśleć?
-Mam się znowu poczuć urażona?
-Ja sobie tego nie wyobrażam. Mam do tego wstręt. Może lepiej mi z tym, że nie rozumiem.
Kolejka powoli szła do przodu. Napoje za to znikały zaskakująco szybko, jak na swój rozmiar.
-To, że ty tego nie widzisz Ptaszku, nie znaczy, że inni patrzą na to tak samo. Czy to od razu musi być przez ciebie negowane?
Może ma rację? Ale nie wytrzymałbym widoku dwóch liżących się facetów.
-Miwa, ty wydajesz się w porządku. I masz rację, że tolerancja przede wszystkim. Nie powinno interesować mnie twoje życie prywatne i nie powinny mi przeszkadzać twoje upodobania, dopóki… -wzdrygnąłem się. –Zostawmy ten temat. Zaraz wsiadamy. Chodź, bo blokujemy kolejkę.
Zauważyłem, że zrobiła się przed nami przerwa, a kolejka za nami była lekko przestraszona naszym tematem i nie byli chętni nas poprosić o ruszenie się, a tym bardziej ominięciem nas. Może myśleli, że kogoś pogryziemy. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno rozmawiamy.
-Nie przeszkadza mi, jak nie widzę. Dla mnie możesz być i kotem, o ile przy mnie będziesz taka jak do teraz. –chciałem miło zakończyć temat o związkach. Raz, nie mam żadnego doświadczenia, a po drugie, może nie w wesołym miasteczku takie tematy. To czego nie widzę, raczej mnie nie za boli, a Miwa, tym w moich oczach nie straci.

Miwa?

Od Reiny CD Michaela

Otworzyłam oczy. Słońce delikatnie wpadało do pokoju przez zasłony. Westchnęłam. Kolejny dzień w tych ziemskich męczarniach. Podniosłam się i podeszłam do szafki. Wyjęłam czarne jeansy i ciemno-fioletową bluzę z kapturem. Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Mój szkicownik leżał na podłodze obok łóżka. Bo jak się rysuje o 2 w nocy, to nie ma szans znaleźć tego cudownego zeszytu i ołówków gdzieś nie na podłodze. Schyliłam się i podniosłam czarny brulion. Jak zwykle ołówków obok niego nie było. Odłożyłam szkicownik na szafkę. Potem ich poszukam. Włożyłam ręce do kieszeni bluzy i podeszłam do drzwi. Już miałam wychodzić, gdy zobaczyłam w lustrze swoją "przecudowną" fryzurę. Westchnęłam ciężko. Trudno. Nasunęło mi się pytanie: gdzie iść? Tego nie wiedziałam. Wyszłam po prostu na korytarz. Stało tam parę grup uczniów. Rozmawiali, śmiali się... Najwyraźniej tutaj inni lubią swoje towarzystwo. Stanęłam jak głupia na środku korytarza. Czułam się jakby moja bluza była jeszcze bardziej za duża. Jakiś chłopak o blond włosach popatrzył na mnie przez ramię. Uśmiechał się i gestem zachęcił, bym podeszła. Po może dwóch sekundach się ogarnęłam. Czemu nie? Ponownie włożyłam ręce do kieszeni bluzy i podeszłam bliżej.
-Jestem Michael -powiedział gdy byłam na tyle blisko, że nie musiał krzyczeć. -Michael Walter Rosenthal. A ty?
-Reina.
Ograniczyłam się do wypowiedzenia jedynie imienia. Miałam mętlik w głowie. Praktyczne nigdy nie przebywam w towarzystwie. To dziwne uczucie. Jedyne czego chciałam, to odejść, usiąść gdzieś z boku, ukryć się pod kapturem. Obok mnie rozmowa toczyła się jakby mnie nie było. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie.
-A ty co myślisz?
Zamurowało mnie. Mówiłam, że nie radzę sobie z życiem towarzyskim? Nie? To w każdym razie uprzejmie informuję.
-Ja... Muszę iść.
Odeszłam szybkim krokiem. Postanowiłam iść na śniadanie. Zwykle nie zajadam stresu, ale dziś zrobię wyjątek. Usiadłam przy stoliku. Zaczęłam jeść kanapkę z Nutellą. Przez głowę przemknął mi cytat: "Nie możesz uszczęśliwić wszystkich. Nie jesteś słoikiem Nutelli". Ech, cała prawda. Byłam zmęczona. Najchętniej przespałabym cały dzień.
-A co tak wcześniej uciekłaś?
To był Michael. Jeszcze jego tu brakowało. Nie odpowiedziałam. Liczyłam, że sam raczy się stąd usunąć, lecz on nie dawał za wygraną.
-Dlaczego jesteś taka ponura?
-A dlaczego ty jesteś taki wesoły?!

Miśku?

Od Cassandry CD Rozalii

Spojrzałam na dziewczynę z ukosa. Zdecydowanie brakowało jej pewności siebie. Było to widać. Kuliła się, uciekała wzrokiem. Rozumiałam ją w pewnym sensie. Była inna, a inność zawsze w pewien sposób bolała. Co z tego jeżeli dla mnie była zwyczajnie interesująca!
- Haj, hej… - zagadnęła, podchodząc do niej i chwytając jej dłoń, żeby dodać jej nieco otuchy. – Wszystko dobrze. Nie musisz się z niczym spieszyć. Czasami zapominam , że nie każdy ma od urodzenia niewyparzony jęzor, jak ja.
- Nie uważam, że masz niewyparzony jęzor – rzuciła szybko, jakby bojąc się, że coś źle odbiorę.
- Ale ja już tak – uśmiechnęłam się. – Tak, wiem, ciężko się spodziewać samokrytyki po kimś, kto tyle gada, ale ją posiadam. Każdy ma jakieś wady. Tak działa świat i ludzie. Wiem jedno. Nie daj się zwariować. Czasami trzeba po prostu łapać chwile.
Dziewczyna wlepiała we mnie swoje oczka, widocznie się wahając. Była spięta. Myślała o czymś intensywnie. Chciałabym wiedzieć o czym, ale nie wypada pytać o takie rzeczy tak od razu.
- Jak będziesz chciała to wyjdziemy, ok? – zarządziłam.
- Nie trzeba…
- Po prostu jak coś to mów. A do tego czasu… pościgaj się ze mną nieco! Wyglądasz na taką, której zdecydowanie nie brakuje kondycji –zachęcałam.
W końcu, małymi kroczkami, udało się nam dojść do tego, że Rozalia poczuła się chyba odrobinę swobodniej, bo po czasie dołączyła do moich wygłupów i nawet zarobiłam niezła porcją wody. Ostatecznie zabawa nieco nas zamączyła… Dobra, mnie, bo mojej towarzyszce zdecydowanie nie brakowało kondycji. Mnie już chyba odrobinkę owszem, szczególnie przy niej. W rezultacie wyszłyśmy znów na brzeg i przysiadłyśmy na trawie. Słonko grzało nas wesoło, choć lekki wietrzyk wydawał mi się czasami nieco zbyt chłodny.
- Zimno ci… - zauważyła moja towarzyszka.
Widziałam, że czasami an mnie zerkała. Nieśmiało, ale… rumieniła się przy tym. Miałam kolejną sprawę, nad którą przyszło mi się zastanawiać. Ten wzrok był wynikiem zwykłej zazdrości, jaką kobiety często wzajemnie odczuwały, czy może zainteresowania? Jakoś tak… wolałabym to drugie. Szczególnie, że dziewczyna naprawdę była o wiele bardziej interesująca i pociągająca niż sama o sobie myślała.
- Odrobinkę – odpowiedziałam i już chciałam sięgać po swoje ubrania, kiedy Rozalia zarzuciła mi na ramiona swoją koszulę. Zaskoczyło mnie to, tak samo fakt, że odrobinę się do mnie przy tym przysunęła i nasze uda zetknęły się.
Uniosłam wzrok i napotkałam jej lekko wystraszone oczka. Ten widok, w połączeniu ze sporym rumieńcem jaki wykwitł an jej policzkach dziwnie mnie rozczulił.
- Słodziutka jesteś – wypaliłam i zanim pomyślałam, musnęłam ustami jej policzek.
- D-dziękuję… - wymamrotała, speszona.
Nie zostałyśmy tam długo. Trzeba było wracać do akademii. Ubrałyśmy się, choć musiałam przyznać, ze niechętnie oddałam Rozalii jej własność. Niby prosta, biała koszula, ale było mi w niej dziwnie wygodnie i ciepło, do tego pachniała delikatnymi, świeżymi perfumami o kwiatowych nutach. Niby nic wyszukanego, ale jakoś tak… idealnie do niej pasowały.
- To kiedy się znów widzimy? – spytałam gdy odprowadziłyśmy już konie do stajni. Jednocześnie miałam ochotę jak najszybciej schować się w swoim pokoju. Makijaż mi spłynął… A przynajmniej miałam nadzieję, że spłynął cały, bo jeżeli miałam wokół oczu klasyczną pandę, to aż niezwykłe jest, to, że moja towarzyszka nie zmarłą jeszcze ze śmiechu…

 Rozalia?

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Coral

Mknęłam przez korytarze, chcąc jak najszybciej dostać się do klasy biologicznej. Już nie raz zdarzyło mi się spóźnić na te zajęcia, a profesor Cecille… Cóż, nie patrzyła na to przychylnie. Owe spóźnienia nie były celowe, wynikały wyłącznie z mojego… umiłowania do snu. Żaden budzik nie był w stanie mnie zbudzić, o ile nie był to heavy metal, za którym nie przepadałam. Kiedy w końcu dobiegłam do celu, byłam nie tyle spocona, co okropnie zmęczona. Co gorsza, czekał mnie jeszcze dzisiaj test sprawnościowy. Oddychając nierównomiernie, zapukałam i nieśmiało wślizgnęłam się do klasy. Nauczycielka spojrzała na mnie karcąco, lecz nic nie powiedziała. Lekcja minęła na omawianiu niedawnego sprawdzianu, z którego dostałam ocenę dostateczną… Zważywszy na to, że był to niezapowiedziany sprawdzian, nie czułam się zbytnio zawiedziona. Po omówieniu, przeszliśmy do prezentacji na temat skóry płazów. Przy części, w której zaczęliśmy wymieniać jej udział w oddychaniu, zaczęłam rysować w swoim notatniku. Czekałam na upragniony dzwonek na tyle niecierpliwie, że na jego dźwięk aż podskoczyłam – miałam już wybiec z klasy na kolejne zajęcia, gdy przy wyjściu zatrzymała mnie profesor Brooks.
- Coral… Wiesz, że nie mogę tego tak pozostawić? – zaczęła, zakładając ręce na krzyż i przyglądając mi się uważnie.
- Tak… - przeciągnęłam nieco słowo, nie będąc pewną, co zaraz usłyszę.
- Postanowiłam, że w ramach dodatkowego zadania stworzysz projekt wraz z uczniem, który jak ty, nieustannie się spóźnia – popatrzyła na moją reakcję, która nie była entuzjastyczna.
- Z kim dokładnie? – zapytałam, niezadowolona.
- Z…

Ktoś? c:

Od Ophelii CD Cheslava

- Nie powiem. I chyba miałeś mnie nie nieść? - westchnęłam, ale zrezygnowałam z wiercenia się, gdyż wtedy ryzykowałam kolejny upadek i możliwe, że jeszcze jedną kontuzję. Wystarczy tego stresu na dzisiaj.
- Tak będzie szybciej - stwierdził blondyn.
- To po co proponowałeś dwie opcje?
- Żeby nie było, że nie dałem ci wyboru.
- Bo mi go nie dałeś!
- Po prostu wybrałaś złą odpowiedź - odpalił, po czym wrócił do poprzedniego tematu - A czemu nie możesz powiedzieć swojemu zbawcy, po co ci pomaga?
Powstrzymałam jęk rozpaczy.
- Bo to nie twój interes.
- A właśnie, że mój. W końcu dla niego nadwerężam teraz swoje plecy.
- To był twój wybór żeby mnie nieść. Wystarczyłoby mnie podeprzeć.
- Jednego kroku byś nie zrobiła, z podporą lub bez niej.
- Co nie zmienia faktu, że nie niesiesz mnie na moje życzenie.
- Ale dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? - jęknął.
Uparty jest, nie powiem.
- Bo nie lubię o tym mówić. Porzuć ten temat, proszę.
Cheslav westchnął, ale nie drążył już tematu, za co byłam mu naprawdę wdzięczna.
- A tak swoją drogą... nie pogonią cię za zwianie z lekcji? - zapytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Nie, będzie okay.
- Nie chcę ci robić kłopotów.
- Mam okienko.
- Ach...
- To mała czy duża hala?
- Duża - po tym jak to powiedziałam, milczeliśmy aż do momentu, kiedy Cheslav (dysząc ciężko po wspinaczce po schodach) zatrzymał się przed drzwiami do dużej hali sportowej.
- Żyjesz? - mruknęłam, na co ten pokiwał energicznie głową i wbił wzrok w klamkę.
- Chyba możesz mnie już odstawić na ziemię, nie? Dam radę przekuśtykać resztę drogi.
Dokładnie w momencie kiedy chłopak w końcu pozwolił mi stanąćna własnych nogach, po drugiej stronie drzwi pojawiła się Taiga i otworzywszy je, rzuciła mi pełne wyrzutu spojrzenie.
- Gdzieś ty była?
- Tu i tam, ciesz się, że mi nie towarzyszyłaś. Nie spodobałoby ci się.

Ches? Dłuższego nie zrobię, sorka, starałam się :'>

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Evansa CD Martyny

- Evans.. A jakie to zawody..? Szczerze mówiąc, to... - mówiąc to, majstrowała przy swoim czepku, a ja spokojnie czekałem aż kontynuuje, jednocześnie stwierdzając, że jest niezwykle urocza - Chciałabym wziąć w nich udział... czy coś...
- Na razie są międzyszkolne - odpowiedziałem, kiedy uśmiechnęła się do mnie - My bierzemy udział w drużynowych, więc mamy dostęp do wszystkich konkurencji, ale są też konkurencje dla pojedynczych uczestników bez drużyny poniżej dziewiętnastego roku życia. Załapiesz się na nie, prawda?
Martyna rozpromieniła się na moje słowa.
- Owszem. A... jak mogę się do nich przygotować..?
- My chodzimy na treningi i biegamy, żeby nabyć kondycji, ale raczej powinnaś poprosić trenera o pomoc w ustaleniu planu ćwiczeń. Nie znam się zbytnio na możliwościach fizycznych płci pięknej - mówiąc to, posłałem jej zadziorny uśmiech, który mimo nagrodzenia mnie widokiem czerwieni wypływającej na twarz dziewczyny, zszedł mi z twarzy kiedy coś zdzieliło mnie po głowie.
- Co do-
- Evans! Dwadzieścia basenów! - na brzegu basenu stał trener, który w uniesionej ręce trzymał pływającą kostkę.
Czyli to tym we mnie cisnął - zrozumiałem, kiedy znalazłem drugą dryfującą na wodzie.
Mój tor myśli przerwała druga kostka, która trafiła mnie w lewą brew.
- Nie każ mi się powtarzać!
Wywróciłem oczami i posławszy Martynie rozbawiony uśmiech, wróciłem na swój tor by odbębnić daną mi karę. Kiedy nurkowałem, usłyszałem rechot Leonarda.

Martyna? sorry, że dopiero teraz i że tak krótko >.>

Od Ophelii CD Toshiro

Dzień mi minął szybko, choć raczej nudno. Tak nudno, że aż zostałam na w-fie żeby przyglądać się grającym i przynajmniej z tego mieć jakąś rozrywkę. Poza tym, myślami ciągle odbiegałam w kierunku soboty i przyjazdu taty. Kiedy ostatni raz miałam przyjemność zobaczyć go przed sobą..? Rok, dwa lata temu? Nawet nie raczył się zjawić (ani on, ani mama) w moje osiemnaste urodziny. Ja rozumiem, że mają dużo pracy i wychowywanie córki nie jest im na rękę, ale mogli by mimo wszystko zachować jakieś pozory.
Myśl o przyjeździe taty tak mnie męczyła, że nawet nie poszłam na spotkanie kółka szachowego, co mi się nigdy nie zdarza, chyba że jestem chora. Ale nawet wtedy staram się znaleźć kogoś chętnego do rozgrywki szachowej, bo lepsze to niż nuda.
Dzisiaj jednak ryzykowałabym przegraną nawet z amatorem, a do tego mi nie spieszno.
Dlatego od razu po lekcjach zaszyłam się w swoim pokoju, odrobiłam lekcje w czasie znacznie dłuższym niż zwykle, a potem rozłożyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit aż nagle przypomniało mi się, że nie jadłam jeszcze kolacji.
Po spojrzeniu na zegar, wiedziałam, że spóźniłam się na posiłek w stołówce. Ale jako że ostatnio trochę się zaniedbałam, jeśli chodzi o wieczorne posiłki i do tego było jeszcze wystarczająco dużo czasu, żebym wybrała się gdzieś poza mury szkoły, z westchnieniem zwlokłam się z łóżka i zarzuciwszy na siebie bluzę, wyszłam z pokoju.
Zamiast jednak od razu ruszyć w kierunku wyjścia z akademika, udałam się do męskiego skrzydła w nadziei, że mój kuzyn zechce mi potowarzyszyć. A to dlatego, że chciałam udobruchać go jakoś po porannych wydarzeniach.
Niestety nie miałam szczęścia i nie zastałam go w pokoju ani na korytarzach, które były puste i który to fakt spowodował, że serce prawie podskoczyło mi do gardła gdy usłyszałam za sobą głos dzisiaj poznanego kuzyna Taigi.
- Nie powinnaś być w swoim pokoju?
Odwróciłam się, przechylając na bok głowę. Nie powinien raczej spytać co robię w męskiej części akademika?
- To ja powinnam zadać to pytanie tobie - po co go uświadamiać..?
Kiedy odpowiedział, że wybiera się na obiad na kolację, jak mogłam nie skorzystać i nie dołączyć, kiedy to zaproponował? Gdybym była Chloe stwierdziłabym że to jakieś przeznaczenie. Zdecydowanie mam największego farta na świecie.
Niemniej trzeba przyznać, że ta przejażdżka niemal przyprawiła mnie o zawał serca. Chociaż bardziej była ekscytująca niż przerażająca. Motory to takie poręczne maszyny - mniejsze to to od samochodu, szybkie i wszędzie wjedzie. Nawet się nie obejrzałam, a staliśmy już przed odnowionym w zeszłym tygodniu barem.
- Kebab może być? - Toshiro odwrócił się do mnie, kiedy oboje zdjęliśmy kaski, na co ja skinęłam głową i ruszyłam za nim.
Kiedy złożyliśmy zamówienia i usiedliśmy niedaleko lady, chłopak oparł łokcie na blacie stolika i brodę na pięściach.
- Gdzie się wybierałaś, zanim wybyliśmy z akademii? - zagadnął od niechcenia.
- Na kolację.
- A stołówki czasem nie zamykają o siódmej?
- Zamykają. Miałam zamiar wybrać się do miasta. - po wyrazie jego twarzy stwierdziłam, że chyba właśnie odpowiedziałam na więcej niż jedno pytanie.
- Z męskiej części?
Uniosłam brwi. Jednak to zauważył...
- Miałam zamiar zmusić Xaviera żeby mi towarzyszył, ale go nie zastałam.

Tai?
nwm co dalej pisać, oddaję pałeczkę :'>
Theme by Lydia | Land of Grafic