czwartek, 19 października 2017

Od Akane CD Anthony'ego

Poczułam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju i bierze na ręce. Chciałam się obudzić, ale nie potrafiłam. Głos jaki słyszałam nie należał do osób, które znałam. Na pewno było coś na rzeczy, że mnie "wzięli" ze sobą. Niby spałam, ale jakoś potrafiłam usłyszeć głos. Nie wiedziałam czy mi się to śni czy jest to rzeczywistość. Jeden z mężczyzn wziął mnie ponownie na ręce i ułożył na krześle, chyba. Poczułam tylko jak czymś mnie oplotują i to bardzo mocno. Przez jakiś czas byłam sama, prawie sama. Ktoś był ze mną, wyczuwałam czyiś zapach. Na pewno nie należał do tamtych osób. Powoli zaczęłam się wybudzać, a to co widziałam gdy powoli otwierałam oczy mnie zszokowało. Zobaczyłam Anthony'ego oraz innych ludzi. Bałam się nie o siebie a o niego. Wreszcie to była moja wina, że zaczęłam mu mieszać. Po słowach jakich usłyszałam od chłopaka miałam nadzieję, że to się nie dzieje naprawdę. Gdy powiedział mi, że sobie wszystko przypomniał, ucieszyłam się i to bardzo. Anthony wyszedł a ja zostałam z osobą, która miałam zabić. Był nieprzytomny, a dla dobra mojego czy A-chana ja miałam go zabić! Sama nie wiedziałam co mam zrobić. Chłopak zaczął się powoli budzić, a ja podeszłam do niego.
- Wszystko w porządku? - przyklęknęłam przed nim.
- Kim jesteś? Gdzie ja jestem? - spojrzałam się na niego.
- Wiesz mamy mały a zarazem duży problem... - powiedziałam, a gdy on spojrzał się na mnie pytająco, wytłumaczyłam mu wszystko i jak.  - Pomożesz mi i A-chanowi? - zapytałam na sam koniec, modląc się, że się zgodzi.
- Dobrze, jednak jak ja mam pomóc? - uśmiechnęłam się do niego.
- Przestrzele swoje ramię, a krew użyjemy do tego aby obrudzić twoje ubrania. Ty będziesz udawać, że ciebie zabiłam. Z tego co wiem to jest dwóch ochroniarzy, więc powinieneś dać z nimi radę. Położę pistolet tuż obok ciebie, żebyś miał się czym obronić w razie czego - on spojrzał na mnie i się zgodził. Zdjęłam swoją bluzkę. Na szczęście miałam ubraną wiśniowa. Przestrzeliłam ramię co mnie zabolało i to bardzo, ale musiałam dać radę. Zrobiliśmy wszystko tak jak w naszym planie. Miałam szczęście, że ten mężczyzna chciał współpracować ze mną. Dwaj mężczyźni weszli do środka. Byli bardzo zaskoczeni, podobnie jak i sam Anthony, który wszedł wraz  z nimi.
- Idźcie, my się zajmiemy nim - powiedzieli oboje, ja podeszłam szybko do A-chana.
- Chodźmy stąd jak najszybciej... - powiedziałam chwytając go za rękę i szybko idąc jak najszybciej.
- Akane co się tam stało? - zapytał, gdy usłyszał strzał z pistoletu.
- Wiesz, ja zrobiłam to na swój własny sposób. Przy okazji, lepiej będzie jak stąd odejdziemy, gdyż twój szef może być niezadowolony ze mnie no i z ciebie - uśmiechnęłam się. Rana po postrzale bolała, ale ja nie mogłam się teraz tym przejmować. Były ważniejsze sprawy niż własne zdrowie.
- A- chan wiesz, że pochodzę z rodziny, która ma ogromne możliwości, dlatego teraz zależy tylko od ciebie czy mogę to wykorzystać... - miałam nadzieję, że chłopak mnie rozumiał. Na jakiś czas schroniliśmy się w bezpiecznym miejscu. Wszystko przed moimi oczami się zaczęło powoli rozmazywać.
- Ej, dziewczyno! - usłyszałam głos, który znałam.
- A-chan on nic nam nie zrobi - upewniłam Anthony'ego, gdy ten staną w mojej obronie.
- Dziękuję ci za pomoc, co z twoją... - przerwałam mu.
- To ja powinnam dziękować - uśmiechnęłam się do niego. - A-chan i jaka jest twoja decyzja? - zapytałam się ponownie.

<Anthony?>

wtorek, 17 października 2017

Od Miyako CD Michael'a

Każdy z deserów wyglądał przepysznie. Chłopaków mi się podobały, chociaż ja zamawiałam zawsze to samo. Czyli makaroniki z przeróżnymi nadzieniami pomiędzy. To był mój najlepszy deser, który jadłam w tutejszych kawiarenkach. Poza tym to ta kawiarenka była jak dla mnie jedną z najlepszych. Nie tylko tyle, że byli blisko ale też i ze względu na atmosferę panującą tutaj. Przyjaciel czy jak też Michael nazwał Czeslava swoim bratem nie wyglądał na szczęśliwego.
- A ty co sobie wzięłaś? - zapytał się Michael, który przyjrzał się bliżej mojemu deseru.
- Makaroniki - uśmiechnęłam się. - Poczęstujcie się, proszę - przesunęłam talerzyk bliżej chłopakom. - Ja za chwilę wrócę jak coś - wstałam na równe nogi.
Wreszcie przyjaciel Michael'a nie mógł tak sobie smutny siedzieć. Podeszłam do kelnerki, która nas wcześniej obsłużyła. Miała na imię Lia.
- Lia, mam do ciebie mała prośbę! - spojrzałam się na nią proszącym wzrokiem.
- Mów co jest. Wiesz, że zawsze ci pomożemy po tym co dla nas zrobiłaś - uśmiechnęła się wesoło. Poprosiłam ją, aby skombinowała skądś napój, który tak bardzo lubi przyjaciel chłopaka. Wzięłam przy okazji więcej słodkości dla nas. Miałam szczęście, że w tej kawiarence można wziąć taki mix wszystkich słodkości.
- Proszę chłopaki. Częstujcie się - położyłam ogromną tace ze słodkościami - Dla każdego starczy, a w razie czego można zawsze jeszcze domówić - obaj chłopcy spojrzeliśmy się na mnie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Mi-chan proszę! To specjalne zamówienie dla was - tak jak mogłam się spodziewać po niej. Ona potrafiła zrobić wszystko i to dokładnie.
- Dziękuję ci Lia! - kelnerka pozostawiła szklanki w której zimna ciecz puszczała bąbelki, które unosiły się ku górze.
- Proszę dla każdego po jednym. Mam nadzieję, że będzie dobre - uśmiechnęłam się wesoło.

<Michael?>

Od Anthony'ego cd Akane

Kiedy się obudziłem w pokoju nie było nikogo oprócz mnie, z niewiadomych przyczyn, trochę mnie to zasmuciło. Wstałem i zacząłem szykować się do szkoły, w pewnym momencie zorientowałem się, że dziewczyna zrobiła mi śniadanie, mimowolnie się uśmiechnąłem. Przeszła mnie dziwna fala uczucia, że to się wydarzyło, takie deja-wu. Nie tyle to, ale jakby to się działo często, kiedyś wielokrotnie. Przeszło mnie dziwne uczucie, zignorowałem je, spakowałem się i wyszedłem do szkoły. Na pierwszej lekcji, na francuskim, Akane się spóźniła, nie wyglądała najlepiej i zauważył to nawet nauczyciel. Lekcja mi się okropnie dłużyła, kiedy zadzwonił dzwonek dziękowałem za to w duchu. Chciałem pogadać z dziewczyną, miałem dziwne przeczucie, że coś jej grozi. Wychodząc, chciałem ją zawołać, ale zatrzymała mnie jakaś laska, kleiła się, przez co mnie po prostu wk*rwiła.
- Anthony, może przyjdziesz do mnie dziś wieczorem? - zaskomlała, co chwila zerkała na koleżanki jakby chcąc im coś udowodnić.
- Słuchaj lalka. - złapałem ją jedną ręką za talię a drugą podniosłem podbródek. - Jeżeli jesteś niewyżyta, to poszukaj sobie jakiegoś idiotę, najlepiej ślepego i głuchego. - warknąłem i odszedłem.
Stała tam nie wiedząc co zrobić, nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Szukałem Akane, po przeszukaniu całej szkoły udałem się do akademika. Po prostu wiedziałem, że coś jest nie tak. Poszedłem do jej pokoju, był otwarty na szerz i co gorsza pusty. Szybkim krokiem udałem się przed szkołę, szukałem znajomego samochodu. Był. Kruczoczarny mercedes AMG GT, rozpoznałbym go nawet nocą w centrum ruchliwego Las Vegas bądź Tokio. Bez zastanowienia wróciłem do swojego pokoju, wziąłem kilka rzeczy i z powrotem wyszedłem na parking. Powolnym krokiem dotarłem do czarnego samochodu, kierowca uchylił przyciemniane okno i mruknął tylko ciche: wchodź. Wsiadłem i ruszyliśmy, całą drogę milczałem, dwie pozostałe osoby w samochodzie również. Zatrzymaliśmy się pod dużym domem jednorodzinnym na obrzeżach miasta. Facet siedzący na miejscu pasażera podał mi dużą czarną bluzę, założyłem ją bez słowa po czym wysiedliśmy z auta. Założyłem kaptur i ruszyłem z facetami w stronę domu, jeden z nich otworzył drzwi tak po prostu i tam weszliśmy. Wiedziałem czego chcą, wiedziałem, że mam tylko jedno wyjście aby uratować Akane. Weszliśmy do piwnicy, ciemna i pusta, stało tam parę krzeseł i stół. Na jednym krześle siedziała nieprzytomna dziewczyna, a raczej przywiązana do niego. Na drugim również ktoś związany, osoba miała założony worek na głowę.
- Tik tak. - mruknął wcześniejszy kierowca.
Po kilku minutach Akane zaczęła się przebudzać, była wyraźnie wystraszona. W końcu całkiem się rozbudziła i przerażona rozglądała się po pomieszczeniu. Zaczęła płakać. Podszedłem do niej i przyłożyłem dłoń do jej policzka, drżała i była zimna.
- Nie bój się. - wyszeptałem. - Obiecuję, to się niedługo skończy. Jeszcze tylko trochę z tym wytrzymaj. - pocałowałem ją w czoło i wróciłem do facetów.
- Dobrze wiesz co masz zrobić. - mruknął spokojnie jeden z nich.
- Jeżeli to zrobię, dacie nam spokój. - warknąłem.
- Oczywiście. Będziesz miał spokój, Drak będzie wiedział, że młoda nas nie wyda. To mu wystarczy, musi być po naszej stronie. - wytłumaczył nadal spokojnie.
Kierowca na razie milczał, nie przejąłem się tym, wyszli z piwnicy kiedy kiwnąłem głową. Podszedłem do dziewczyny i ją rozwiązałem. Wstała niepewnie, przytuliłem ją przez co się lekko skuliła, bała się. Nie wiedziała czego może się spodziewać i co ją tu czeka. Sprytnie to wykombinowali. Podczas kiedy my siedzieliśmy na lekcji, rozpylili gaz nasenny w jej pokoju a potem bez problemu przewieźli tutaj.
- Akane. - wyszeptałem. - Oni dadzą nam spokój... - przerwałem bardziej się w nią wtulając.
- Ale? - zapytała drżącym głosem.
Zerknąłem na osobę związaną. Zorientowała się.
- A-anthony?
- Dadzą nam spokój, muszą mieć pewność, że jesteś z nami. Nie skrzywdzą cię wtedy. Nikt nie będzie mógł cię choćby dotknąć. Będą cię chronić i pilnować. Ale... - odetchnąłem głęboko. - Tam siedzi nieprzytomny i największy wróg Drakona. Nie jest szczególnie dla nas niebezpieczny, ale jednak.
- W-was?
- Zaufaj mi, proszę cię.
- Czego oni chcą? - zapytała.
Wyjąłem z kieszeni pistolet i włożyłem w ręce dziewczyny, nie chciałem aby to zrobiła, ale tego chcieli, tylko to da im pewność.
- Nie chcę tego, ale tylko tak mogę cię chronić. Jeżeli nie chcesz nie musisz, ale będę zmuszony stąd wyjechać. Nie kieruj się moimi słowami, nie musisz tego robić. Są dwie opcję. Nie chcę cię zostawiać ale nie zmuszę cię do zabicia kogoś. Pamiętam. - powiedziałem na koniec i wyszedłem z piwnicy zostawiając ją samą.
Wszystko w jej rękach...


Akane? Wybacz, kryminał czytam i wgl, nic nie obiecuje bo mi na pewno wtedy nie wyjdzie, w mojej wizji miało być to upozorowane, że tam siedzi fantom lub coś takiego ale teraz to od ciebie zależy. Wybacz zwłokę z odpisem.

poniedziałek, 16 października 2017

Od Astrid CD Michaela

- Kogo jeszcze dzisiaj niesie? – powiedziałam sama do siebie.
Byłam już w koszuli nocnej gotowa położyć się spać, a raczej leżeć w łóżku, przeglądając wszelakie strony w Internecie. Ściągnęłam ręcznik z ramion i jeszcze raz przetarłam nim włosy. Pukanie powtórzyło się. Rzuciłam ręcznik na łóżko, to znaczy rozkładany tapczan i ruszyłam w kierunki drzwi.
https://i.pinimg.com/originals/2d/ba/2c/2dba2c96f378b23b10b2ca17f6c03841.jpg
- Już idę! – otworzyłam drzwi i zanim zobaczyłam, że w drzwiach stoi Michael, warknęłam. – Czego?
Zrobiło mi się głupio, a chłopak zaniemówił z wrażenia. Widocznie chciał coś powiedzieć, ale teraz nie wiedział, czy może się odezwać. Sama nie wiedziałam, co w tym momencie mam zrobić. Wiedziałam, że nie będziemy gadać na korytarzu. Wciągnęłam go do środka za rękę i zamknęłam drzwi. Zbliżała się dziewiętnasta, wiec mógł u mnie jeszcze posiedzieć w pokoju. Odchrząknęłam delikatnie i zaczęłam jeszcze raz. Zdecydowanie łagodniej niż ostatnio.
- Nie spodziewałam się ciebie o tej porze i w dodatku w moim pokoju. Proszę wybaczyć bałagan. Co cię tu tak właściwie sprowadza? – strasznie sztucznie to zabrzmiało.
Co ja mogłam poradzić? Co Michael tu robi?! Zachowywałam się podejrzanie. Postarałam się ogarnąć i trochę uporządkować pokój. Mianowicie zgarnęłam ręcznik, bluzkę i… Nogą szybko zamiotłam bieliznę pod biurko, która niechlujnie leżała na podłodze.
- Wiesz, chciałem sprawdzić, jak się czujesz. Zaniepokoiło mnie twoje nagłe wyparowanie z sali. – rozglądał się po pokoju.
Na wpół słuchałam, co mówi, bo moje myśli były zajęte tym, co powinnam jeszcze była sprzątnąć sprzed jego wzroku. Kolejna była butelka opróżniona zeszłej nocy. Wylądowała do kosza obok biurka.
- Dobrze, już mi lepiej. Cieszę się, że się martwisz… To znaczy, że myślisz o mnie… Co ja mówię? Wiesz, o co mi chodzi. – zamknęłam szybko drzwi od łazienki.
W końcu ustałam w miejscu. Nie trwało to długo. Michael ciągle się mi przypatrywał. Nie umiałam ustać w bezruchu. Jak nie chodziłam, to ręce same mi się trzęsły.
- Bez urazy, ale nie wyglądasz. Spadła ci gorączka.
- Tak jakby… -znowu zaczęłam łazić.
Chłopak złapał mnie za głowę, przykładając swoją chłodną dłoń do mojego czoła. Aż tak jestem ciepła, czy to on jest taki zimny?
- Powinnaś leżeć w łóżku, a nie łazić.
- Nic mi nie jest i tak mam zaległości w szkole.
- Jak jutro zostaniesz w łóżku, to ci mogę pożyczyć moje stare notatki z pierwszej klasy. Też jestem z lingwistycznej klasy.
W sumie, czemu nie. Może powinnam sobie zrobić przerwę. Nie wiem, czy to przez niego, ale nie czułam się w pełni zdrowa.
- Zgoda.
- Świetnie. W takim razie jutro do ciebie wpadnę z zeszytami, jak będziesz grzeczna i odpoczniesz.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez pewien czas o naszych zainteresowaniach i życiu szkolnym aż nie zrobiło się późno. Dochodziła prawie dwudziesta pierwsza. To ja musiałam być strażniczką zasad i powiedziałam mu o godzinie.
- Michael, miło mi się z tobą rozmawia i nie chcę, żeby to brzmiało, jakbym cię wyganiała, ale późno już się zrobiło.
- No tak, ty masz odpoczywać. – chłopak wstał i zaczął się zbierać do wyjścia. – Ja już będę uciekać. Uważaj na siebie.
- Jasne. – odprowadziłam go za drzwi i kiedy miał już iść, dodałam. – Michael…
- Tak? – spojrzał przez ramię.
- Wpadaj do mnie częściej, nawet jak byś nie miał ważnego powodu. Do jutra. – zamknęłam drzwi, nie czekając na odpowiedź.
Westchnęłam, czułam jednocześnie ulgę i niedosyt tej wizyty. Cieszyłam się, że już po wszystkim, moje ciało się rozluźniło, ale dusza chciała zatrzymać go na dłużej by z nim jeszcze pogadać.
- Zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek wyznania. Nie znam tego chłopaka. – myślałam na głos.
Powinnam zmierzyć sobie temperaturę, czy nie dostałam tej temperatury, łapiąc jakiegoś choróbska. Z każdą chwilą robiło się coraz zimniej. Zrobiłam tak, jak powiedział. Położyłam się odpocząć i od razu zasnęła.

<Michael?>

Od Michaela CD Astrid

Nieco skonsternowany, patrzyłem przez kilka dłuższych chwil na zamknięte drzwi, z których dosłownie sekundę temu wypadła jak burza Astrid. Z której strony by na to nie spojrzeć, miała oryginalne i wejście, i wyjście. Miałem też szczerą nadzieję, że naprawdę nie złapie jej żadna poważniejsza choroba. Może po lekcjach wypadałoby zajrzeć do jej pokoju i upewnić się, że wszystko gra? Z drugiej strony, nawet nie wiem, pod jakim numerem mieszka. Ba, nawet nie wiedziałem, z której klasy tak właściwie jest, tylko tyle, że zapewne z jednej z pierwszych, no i że przeniosła się tu niedawno. Powinienem zatem złapać ją w razie czego na kolacji, kiedy większość uczniów przychodziła do stołówki, by nie kłaść się spać z pustymi żołądkami. Tym bardziej, że szkolne żarcie było naprawdę w porządku.
Moje rozmyślania przerwał jednak dzwonek wzywający na lekcje. Strzeliłem jeszcze szybko kośćmi palców i spojrzałem pobieżnie na strój - nieco poplamiony, ale powinno jakoś przejść, tym bardziej, że teraz planowo mieliśmy lekcję z wychowawczynią, panią Sparks. Była naprawdę wyrozumiała i ciepłą osobą, acz nie przepadała za spóźnialskimi, tym bardziej, że mieliśmy zapowiedziany mały test ze z zakresu zakwaterowania - czyli między innymi słówka takie jak rodzaje budowli, a także trochę o tym, jak zarezerwować pokój w hotelu i inne tego rodzaju mniejsze lub większe pierdółki. Westchnąłem z rezygnacją. Powinienem był nad tym trochę dłużej posiedzieć. Po raz ostatni spojrzałem na zostawiony na sztaludze obraz i wyszedłem z pomieszczenia, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Dziarskim krokiem zacząłem iść w stronę sali, mijając po drodze uczniów śpieszących się na lekcje - w tym tłumie nie dostrzegłem jednak Astrid. Może rzeczywiście poczuła się gorzej i wróciła do siebie?
Pod swoją klasą złapałem jednak przyjaciela - Ches rozmawiał o czymś z Niki i Aną, obie dziewczyny trzymały też w dłoniach podręczniki z hiszpańskiego otwarte na słowniczku z działu, z którego zaraz mieliśmy pisać test.
- Hej - przywitałem się, podchodząc do grupki. - Ty brat nic nie powtarzasz? Umiesz już wszystko.
- Sakra, oby - mruknął z krzywym uśmiechem. Poczochrałem go lekko po rudej czuprynie.
- Jak zaliczysz, postawię ci colę - obiecałem.
- A musi to być test, drogi Walterze? - uniósł brwi w charakterystyczny sposób, który sprawiał, że nagle cała poprzednia treść mojego zdania, obojętnie jak bardzo dotycząca nauki hiszpańskiego, teraz stała się wręcz podejrzanie dwuznaczna.
- Tak, ty zboczony kurduplu - potaknąłem, przewracając oczami. Miałem tylko nadzieję, że dziewczyny niczego nie usłyszały.
- Pfff - mruknął, zwieszając głowę.
- No hej, brat, dobrze będzie! - zawołałem, klepiąc go po plecach.
Zanim chłopak zdążył odpowiedzieć, tuż obok nas rozległ się sympatyczny głos nauczycielki:
- Mam nadzieję, moi drodzy!
- O, dzień dobry! - odwróciłem się i cofnąłem o krok ,by przepuścić kobietę. Ta zaś wyjęła odpowiedni klucz i otworzyła klasę, gestem zapraszając nas do środka.
Kiedy wszyscy się już usadzili, pani Sparks rozdała testy, zerkając też na zegarek.
- Dwadzieścia minut powinno wystarczyć, jeśli będzie potrzeba, przedłużymy. Powodzenia!
Po klasie przebiegł zgodny pomruk, oznaczający w założeniu "Dziękujemy". Zapadła cisza, przerywana tylko szuraniem długopisu po kartkach i rzadkich, przyciszonych szeptach, a także odgłosem dmuchania w chusteczkę - Nagisa i Collin byli ostatnimi czasy trochę podziębieni.
Sam również zabrałem się za czytanie i wypełnianie poleceń, usiłując jako tako przestawić się na "tryb hiszpański", chociaż ten język akurat nigdy nie był moją najmocniejszą stroną.
***
Po lekcjach, nieco zmęczony, wróciłem razem z Chesem do pokoju, dając Immi jeść i przebierając się w czyste ubrania - miałem nadzieję, że farba da się w miarę łatwo sprać. Usiadłem też do lekcji, zerkając też co chwila na zegarek, odliczając minuty do kolacji. Nie tyle tylko, co głody byłem, o tyle co zastanawiałem się, jak czy u Astrid już wszystko dobrze.
- Tak w ogóle, brat - zagadnąłem, stwierdzając, że szczęście się może do mnie uśmiechnie. - Kojarzysz może taką jedną nową z młodszych klas?
- Huh? - uniósł głowę znad ekranu telefonu, na którym stukał coś w szybkim tempie. - Którą? Czemu pytasz?
- Astrid. Zaszła dzisiaj do pokoju klubowego, jak malowałem obraz na konkurs...
- O właśnie, jak ci idzie?
- A skończyłem - uśmiechnąłem się szeroko. -Mam nawet zdjęcie, jutro mogę ci oryginał pokazać.
Chłopak podszedł, gdy włączyłem telefon, odszukując w galerii odpowiednie zdjęcie. Przypatrzył się też namalowanej dziewczynie.
- No nieźle, nieźle - uśmiechnął się. - A dziewczynę kojarzę. Ale nadal żądam pikantnych szczegółów, cóż takiego zaszło w pokoju klubowym, że się dopytujesz.
- Pff - westchnąłem. - Trochę gorzej się chyba czuła, więc jestem ciekaw, czy już lepiej.
- A czemu ją namalowałeś?
- Troszkę mnie wystraszyła - uśmiechnąłem się z zakłopotaniem. -I walnąłem na prawie gotowym obrazie taką grubą, czarną krechę...
- Och, sakra - skrzywił się.
- No, ale że akurat i ona ma ciemne włosy, to ją postanowiłem tam umieścić. Zatem ostatecznie wyszło lepiej, niż miało być. To jak? Podasz mi teraz, do jakiej klasy chodzi?
- Hm... - zastanowił się dłuższą chwilę. - Do Ib.
- Okey, dzięki. Tak w ogóle, może już byśmy poszli na stołówkę?
- Jestem za - wyszczerzył się.
- Zdziwiłbym się, gdybyś odpowiedział inaczej, głodomorze.
***
Gdy zaszliśmy na stołówkę - akurat tego dnia na kolację podawali jajecznicę - wypatrywałem uważnie znajomej sylwetki dziewczyny, nigdzie jej jednak nie dostrzegłem. Może rzeczywiście słabo się czuje? Chyba że przyjdzie później. Ale mimo wszystko...
Wypatrzyłem jednak w tłumie Akane, którą znałem z widzenia - była dziewczyną Anthony'ego, z którym jednak chodziłem do tego samego klubu. No i oboje chodzili do Ib.
- Zaraz wracam, Ches - mruknąłem, podnosząc się. Podszedłem do stolika zajmowanego przez dziewczynę.
- Hej, wybacz, że przeszkadzam... kojarzysz mnie może ogółem?
- Hm? - spojrzała na mnie, wyraźnie nieco zaskoczona. - Michael z IIb, tak?
- Zgadza się - przyznałem. - Gdzie zgubiłaś Anthony'ego ogółem?
- Zjadł już i wyszedł wcześniej, żeby powtórzyć na jutro. Mamy test z biologii - wyjaśniła.
- O, powodzenia. Układ krwionośny, dobrze kojarzę. Coś chyba ostatnio wspomniał.
- Tak. O co chodzi ogółem, coś z nim?
- Aaa... nie, nie. Chciałem tylko zapytać, chodzisz może do klasy z taką Astrid?
- Tak, niedawno się przeniosła tu.
- O, dobrze słyszeć. Wiesz może ogółem,co u niej? W porządku się czuje i tak dalej? W sensie, tak od przerwy obiadowej?
- Cały dzień było dobrze, ale dzisiaj akurat mały misz-masz z lekcjami mieliśmy i dużo wcześniej skończyliśmy, więc od tamtego czasu jej nie widziałam... czemu pytasz?
- A, tak jakoś - mruknąłem. - Dobra, jeszcze jedno. Wiesz może, w którym pokoju mieszka?
- Och... - zastanowiła się chwilkę. - Czekaj, chyba nawet sobie zapisałam, żeby mieć w razie czego...
- Jasne, jasne - uśmiechnąłem się. - Przepraszam za kłopot ogółem.
- Daj spokój - machnęła ręką. W końcu wyjęła kartkę i wybrała spośród całkiem pokaźnej listy pokój, w którym mieszkać miała właśnie Astrid. Troszkę zdziwił mnie fakt, że takową posiada, ale... może nauczyciel jej niedawno dał, żeby coś tam zrobiła? Albo cokolwiek?
- Okey, dzięki wielkie. To ja uciekam, cześć. O właśnie, pozdrów Anthony'ego.
- Jasne, do zobaczenia - skinęła głową, po czym wróciła do swojej porcji.
Wróciłem do stolika.
- No, wszystko mam - uśmiechnąłem się.
- Misiek jako profesjonalny stalker? - zapytał Ches.
- Tak, tak - przewróciłem oczami, po czym odsunąłem krzesło, kończąc szybko swoją porcję. - Brat, ja się trochę wcześniej dzisiaj będę zmywał, wrócę za niedługo do pokoju, dzwoń jak coś.
- Jasne! Jakby ten kot zaczął coś odwalać, będę się dobijał.
- Chyba zacznę tracić nadzieję, że się dogadacie - westchnąłem, wstając z tacką z naczyniami, gdy skończyłem porcję. Odniosłem wszystko we wskazane miejsce, po czym szybkim krokiem ruszyłem w stronę damskiej części akademika, mając nadzieję, że szybko znajdę odpowiedni pokój, co zresztą po chwili się udało.
- No, mam tylko nadzieję, że to dobry numer - mruknąłem jeszcze tylko do siebie.
Zastukałem lekko, czekając na odpowiedź. Zaraz ogarnęły mnie wątpliwości - w sumie, bez żadnego uprzedzenia, wieczorem wręcz wpraszałem się do pokoju dopiero co poznanej dziewczyny. Miałem jednak nadzieję, że Astrid nie będzie zła ani nic. No i że w ogóle zaszedłem pod dobry pokój...

< Astrid? >

Od Michaela CD Madeleine

Stanąłem nieco zdenerwowany przed drzwiami do pokoju Madeleine, po raz setny wyjmując z kieszeni powyciąganej bluzy pogniecioną kartkę z numerem, upewniając się, że pokrywa się z tabliczką przybitą na szybko, minimalnie krzywo, do drzwi. Wszystko się zgadzało co do joty, uniosłem zatem zwiniętą w pięść dłoń i zastukałem cicho.
- Wejść - usłyszałem znajomy, nieco burkliwy głos.
Ścisnąłem nieco mocniej siatkę trzymaną w drugiej ręce i nacisnąłem gładką klamkę, otwierając drzwi - zawiasy cicho zaskrzypiały, acz poddały się bez problemu. Szybko wszedłem zatem do środka i zamknąłem je za sobą, z ciekawością rozglądając się po wnętrzu. Panował tu lekki bałagan, acz w gruncie rzeczy, pokój był naprawdę sympatyczny, jak zarejestrowałem po chwili - porównując zresztą wszystko to do syfu, jaki zwykł panować w "207 i pół" moim i Cześka, tu zdawał się panować idealny wręcz porządek. No tak, w końcu mieszka tu dziewczyna, jak też pomyślałem z uśmiechem. Zdecydowana większość przedstawicielek płci żeńskiej, których pokoje dane mi było oglądać, nie tylko w Akademii, utrzymywała swoje mieszkania we wręcz nieskazitelnej czystości, która nieraz wręcz peszyła. W pokoju Mad można się było natomiast poczuć dużo swobodniej, bez wrażenia dopadającego co chwilę człowieka, że porządek całego Wszechświata zostanie zburzony, gdy osiądzie tu nieproszona drobina kurzu.
Dziewczyna odchrząknęła cicho. Zaraz się zreflektowałem - no tak, stanąłem w progu i w ciszy tak stałem, lustrując uważnie całe pomieszczenie.
- Hej - zacząłem zatem. - Mam trochę przekąsek. Lubisz może paluszki?
- Ta. Siadaj - odparła w odpowiedzi, wskazując na miejsce obok siebie, które to i zaraz zająłem. Wyjąłem przy okazji przyniesione przekąski w postaci butelki soku pomarańczowego, żelków, ciastek czekoladowych i wspomnianych wcześniej paluszków.
- A kubki? Masz może? Bo akurat ich nie wziąłem.
Mad westchnęła, wyraźnie nieco podirytowana. Wstała jednak i podeszła do szafki, grzebiąc przez kilka chwil między naczyniami, aż w końcu przyniosła dwa całkiem spore - jeden w jednolitą, granatową barwę, a drugi - szary w żółte paski. A może żółty w szare paski? Postawiła je na biurku i usiadła z powrotem na krześle, przekartkowując przy okazji strony zeszytu, aż otworzyła na odpowiedniej stronie. Zajrzałem do niego, przez kilka chwil czytając zadania, by zorientować się, w czym takim rzecz. Logarytmy. Cóż, sam je średnio ogarniałem i gdy w drugiej klasie mieliśmy ten temat rozszerzany, musiałem nad nimi sporo siedzieć, korzystając i z pomocy brata, ale ostatecznie, jak miałem nadzieję, wszystko całkiem zgrabnie ogarnąłem.
- Więc? - Mad uniosła brwi. Im wcześniej zaczniemy, tym prędzej skończymy.
- Porządna dawka optymizmu i zapału, jak widzę - zaśmiałem się. - Chwila, chwila, przejrzę to tylko nieco dokładniej.
Skinęła głową.
- No dobra, to zaczynamy od podstaw - postanowiłem, biorąc czystą kartkę papieru. Zacząłem pisać na niej działania wyjaśniające je ogółem. - Pamiętaj, że te i a i b zawsze muszą być dodatnie, a a nigdy nie może wynosić się jeden - dla podkreślenia swoich słów, napisałem te informacje w bardziej "matematycznej formie".
- Tyle wiem - burknęła.
- To dobrze - skinąłem głową, po czym wziąłem ciastko, stukając równocześnie zatyczką długopisu i biurko. - No to, jak z podręcznika, logarytm liczby b, będący przy podstawie jakiejś liczby, tu a, jest wykładnikiem potęgi, do której musimy podnieść a, jeśli chcemy otrzymać liczbę logarytmowaną b... rozumiesz?
- Tyle to ja wiem z podręcznika - burknęła, pokazując mi podobną definicję.
- No to porobimy parę przykładów, co? Teoria teorią, żeby się nauczyć matematyki, przede wszystkim trzeba posiedzieć nad ćwiczeniami - zacząłem pisać przykłady, biorąc trochę z głowy, trochę z podręcznika.

< Mad? Wybacz, że dopiero odpisuję >

czwartek, 12 października 2017

Odchodzi

 Nicolay Vincent
 Ksywka: Wołają na niego po prostu Nico ale jest otwarty na nowe przydomki.
Wiek: 18 lat
Klasa: II A
Powód: brak czasu
Theme by Lydia | Land of Grafic