czwartek, 5 lipca 2018

Od Finney'a CD Ursuli

Odrobinę miałem wyrzuty sumienia, w końcu nawet nie potrafię zabawiać gości i to zadanie zostawiam sierściuchowi, którego widzę może trzeci raz w życiu? Ursuli to nie przeszkadza, więc dlaczego tak bardzo się męczę z myślami, które jak mantra powracają do moich kiepskich umiejętności komunikacji ze społeczeństwem? Chociaż jak tak na nią spojrzę. Chyba nie poczuwa się jako część społeczeństwa, jest bardziej aspołeczna czy coś, wydaje mi się, że ludzi unika jak ognia i stroni od jakichkolwiek kontaktów z resztą klasy. Odstrasza ich od siebie, kreując siebie w taki, a nie inny sposób... No, chyba że się mylę, co jest bardzo prawdopodobne. Szczerze mówiąc, w dalszym ciągu nic o niej nie wiem. Nie no, gardzi psami i kocha kotki, a i możliwe, że ma jeszcze wieczną ochotę na czekoladę, znaczy na coś słodkiego. Regał ze słodyczami wciąż tkwi w mojej głowie.

Zacząłem się brać za te naleśniki, robiąc sobie miejsce na szafce i przygotowując patelnię. Gdzie ona to trzymała? Sięgnąłem do szafki, która wisiała tuż nad moją głową. Sukces. Znalazłem coś, na czym będę mógł przygotować posiłek. Trochę mi nie pasuje, no ale najwyżej zrobię naleśniki nieco grubsze niż te zwykłe, ale mniej puszyste od tych... puszystych.

– Finney – odezwała się, zatrzymując się w drzwiach do kuchni. Nie skłamię, jeśli powiem, że na początku nie usłyszałem jej wołania. Męczenie się z własnymi myślami i próba udawania kuchcika zbyt mocno mnie wciągnęły. Odchrząknęła. – Finn.

– Tak? – Odwróciłem się w jej stronę odrobinę speszony. – Przepraszam, że nie słyszałem wcześniej.

– Nie szkodzi... Miałeś go nakarmić, ale od razu zająłeś się naleśnikami... Gdzie twoja znajoma trzyma żarcie dla kota?

Podrapałem się w tył głowy. Nie wiem, czy w ogóle wiedziałem, gdzie ono jest, ale istnieje możliwość, że po prostu wyleciało mi to z głowy. Oderwałem się od tworzenia ciasta naleśnikowego i podszedłem do szafki, która stała w kącie, tak daleko od tego wszystkiego. Wyglądała na samotną, taka biedna szafeczka. Otwarłem ją i przykucnąłem, aby móc zajrzeć do niej głębiej. W połowie odległości do tylnej ścianki stały puszki z ładnym kotkiem na opakowaniu. Całkiem urocze, ciekawe czy ściemniają z ilością mięsa, tak jak to czasami jest z psią karmą. Sięgnąłem po jedną puszkę i wyciągnąłem ją na blat. Ursula podeszła nieco bliżej. Ostrożnie mnie wyminęła i wzięła do ręki konserwę, uważnie sprawdzając dane zawarte na jej etykiecie. Kątem oka zauważyłem, jak kiwa do siebie głową, czyli mamy tutaj coś w miarę dobrego.

– Dostanę nóż? – zapytała. Podnosząc się z kucków, spojrzałem na nią, ponieważ nie dosłyszałem pytania. – Albo daj inną puszkę, bo w tej zawleczka się urwała.

Podrapałem się po głowie i powolnym krokiem ruszyłem do szuflady. Zacząłem szukać jakiegoś noża, który by się nadał do otwierania, a może znajdę otwieracz do puszek? Podałem średniego rozmiaru nóż do rączki Ursuli. Dziewczyna postawiła opakowanie na wolnym blacie. Wymierzyła i po chwili wbiła go prosto w wieczko i zaczynała się z nim siłować... Kiedy skończyła, odłożyła narzędzie i z otwartym już jedzeniem ruszyła w stronę miski kotka. Wrzuciła do niej zawartość konserwy i zawołała kitku, który posłusznie przyszedł sobie ucztować. Ja w tej chwili skończyłem smażyć pierwsze naleśniki.

– Chyba o to jeszcze nie pytałem. A ty masz kota? – Pokręciła głową. – Ale chciałabyś mieć, prawda?

– Mhm.

– To dlaczego sobie jakiegoś nie załatwisz?


Ursula? Atak kotka zostawiam tobie jakbyś chciała.


sobota, 30 czerwca 2018

Od Czeslava CD Nory


Bożeeee jaki cudny klub! Kroczyłem w głąb lokalu rozglądając się na boki. Muzyka grała głośno z głośników, a dyskotekowe światło migało w rytm aktualnego hitu. Czułem jak krew pulsowała mi w żyłach, gdy zbliżałem się do wolnego stolika, tuż obok baru.
- Nora, tu jest cudownie! – powiedziałem wprost w twarz dziewczyny – zostańmy tu trochę.
- Ches, ale…
- Proooooszę – spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem – Chociaż z godzinkę, i tak masz wolne.
Dziewczyna pokręciła nosem i skinęła lekko głową.
- Super! – złapałem ją za dłoń – Jakiego chcesz drinka?
Spojrzała na mnie z niezrozumiałym spojrzeniem. Przygryzłem wargę i puściłem ją
- Wracam za chwilę! – zeskoczyłem z siedzenia i podszedłem do baru. Wbiłem wzrok w listę drinków wywieszoną za barem. Większość nazw niewiele mi mówiła, ale była jedna, którą znałem bardzo dobrze MAD DOG. Wyszczerzyłem się pod nosem i szybko złożyłem zamówienie. Barman od razu zajął się przygotowaniem drinków. Przyglądałem się jak powoli nalewa sosu tabasco, do każdego z dziesięciu kieliszków, a potem uzupełnia je wódką. O tak, to było to! Z uśmiechem odebrałem od niego zamówienie i wróciłem do stolika, gdzie zastałem dziewczynę ze wzrokiem wbitym w telefon. Scrollowała coś zawzięcie, więc bez słowa klapnąłem naprzeciwko niej. Z resztą pewnie i tak nic by nie usłyszała, bo muzyka grała naprawdę głośno. Podsunąłem jej pod nos tacę z drinkami. Ta uniosła wysoko brwi.
- Pięć dla mnie, pięć dla Ciebie – wyszczerzyłem się i wystawiłem kieliszki na stół
- Pogięło Cię Ches?!
- Jak najbardziej – puściłem oczko – To co, po maluchu?
Wyciągnąłem w jej stronę dłoń z kieliszkiem, wypełnionym dwoma palącymi przełyk płynami. Dziewczyna wykrzywiła twarz w lekkim grymasie i powoli odebrała ode mnie drink. Wziąłem drugi kieliszek i uniosłem lekko do góry, skinając przy tym głową, by zaraz po tym wypić go duszkiem. W gardle od razu poczułem znajome pieczenie i krótki ostry ból. O tak, to było to. Uśmiechnąłem się patrząc jak dziewczyna robi to samo. Po sekundzie skrzywiła się jeszcze bardziej, wstrząsnęła lekko głową i odłożyła pusty kieliszek.
- Huh, mocne
- I to jeszcze jak – wziąłem do ręki drugiego drinka – Na zdrowie!
Przechyliłem go jednym ruchem i parsknąłem krótko, gdy po raz kolejny w gardle zagościł mi żywy ogień. A przede mną stały jeszcze trzy kieliszki, czekające na opróżnienie. Zamrugałem kilka razy i uśmiechnąłem się pod nosem. Oblizałem wargi i podniosłem wzrok na dziewczynę. Delikatnie mieszała kolistym ruchem nadgarstka zawartość szkiełka. Sos tabasco niewzruszenie pozostawał na swoim miejscu i nie mieszał się z wódką. Chciałem jej powiedzieć, że pożałowałaby, gdyby te dwa płyny się zmieszały, ale na szczęście szybko go opróżniła w prawidłowej postaci. Dziewczyna podniosła wzrok i siedzieliśmy tak patrząc na siebie. Czułem jak powoli robi mi się gorąco. Wow… nie wiedziałem, czy to przez wódkę, czy przez te spojrzenie, ale jednego byłem pewien, pora pozbyć się tej bluzy. Szybkim ruchem pociągnąłem za kaptur i pozbyłem się zbędnego odzienia.
- Nie wiem jak Tobie, ale mi jest w čurak gorąco – chwyciłem za kołnierzyk koszulki i zawachlowałem kilka razy
- Może troszkę – przymrużyła oczy w uśmiechu
- A co byś powiedziała – następna zawartość kieliszka zniknęła w moim żołądku – gdybym powiedział, że jesteś gorąca?
Nora zakrztusiła się i spojrzała na mnie uważnie. Wyszczerzyłem się i podparłem na łokciu, wbijając jeszcze bardziej wzrok w jej twarz.
- Powiedziałabym, że jesteś pijany.
- Do tego jeszcze trochę – mruknąłem i się przeciągnąłem
Dziewczyna zanurzyła dłoń w miseczce z orzeszkami i po czym zjadła kilka.  Przekrzywiłem charakterystycznie twarz i uniosłem brwi, jednocześnie uśmiechając się. Norka spojrzała na mnie z ukosa lekko marszcząc brwi i dalej zajadając się orzeszkami. Wytknąłem jej lekko język po czym sięgnąłem po kieliszek.
- Ja ty tak możesz pić raz za razem – mruknęła zagryzając przekąskę
- Lata wprawy – machnąłem ręką
- Mój żołądek dawno by się zbuntował
- Mój już nawet się nie buntuje, tylko pogodził się ze swoim losem – zaśmiałem się i popchnąłem pusty kieliszek w jej stronę – Coś ciężko Ci wchodzą.
- Ja tak szybko nie piję – pokręciła lekko głową na boki – powolutku i z zagryzką.
- Typowa baba… a podobno nią nie jesteś!
- Phi!
Zaśmiałem się i posłałem jej zachęcający ruch głową. Przewróciła oczami i sięgnęła po kolejne orzeszki. Również przewróciłem oczami i wypiłem swojego ostatniego drinka. Ciepło rozeszło się od przełyku po żołądek i dalej po całym ciele. Mlasnąłem cicho i ponownie podparłem się na łokciu. Jejuuuuuu jaka ona jest krasna! Aż normalnie bym ją… ugh!
- Ches!
- Co?! – zamrugałem szybko i spojrzałem na dziewczynę
- Mówię do Ciebie, a ty mnie nie słuchasz.
- Wybacz, zamyśliłem się… to co mówiłaś? – uśmiechnąłem się lekko i wyprostowałem
- Pytałam, czy chcesz mojego drinka, bo ja już więcej nie wypije…
- No weeeeź, zostały Ci dwa, dasz radę – kiwnąłem głową
- Nie dam rady… chyba, że chcesz, żebym skończyła w kiblu, zwracając całą zawartość żołądka.
- Nie, no dobra dobra – wziąłem kieliszek i opróżniłem
Czułem jak alkohol powoli zaczyna wchodzić, a mi robiło się coraz goręcej i weselej. Przeciągnąłem się raz jeszcze i strzeliłem palcami rozprostowując je do tyłu. Patrzyłem jak ostatni mad dog znika w gardle Nory. Oblizałem suche wargi i zeskoczyłem na ziemię. Podszedłem do dziewczyny, złapałem za ręce i pociągnąłem.
- Co ty robisz! – Nora stanęła chwiejnie na podłodze i wbiła we mnie wzrok
- Wyciągam Cię na parkiet – uśmiechnąłem się ciągnąc dalej
- Ja nie tańczę
- Teraz nie, ale za chwilę owszem będziesz – byłem nieugięty
- Ja nie umiem tańczyć – powiedziała głośniej wyrywając dłoń
-Nie musisz umieć tańczyć – wyszczerzyłem się – Daj się ponieść muzyce
- No jakoś jej nie czuję… techno do mnie nie przemawia – skrzyżowała ramiona na piersi
- To nie techno tylko dubstep, i nie bądź taka sztywna jak Misiek – doskoczyłem do jej boku i pociągnąłem za ramię – Chodź, szybko zanim się skończy!
- Ches, proszę…
- Ja też Cię proszę – mruknąłem obejmując ją mocno w pasie i pchając dalej – Chociaż dwa tańce
- Ches…
- Dwa tańce
- Jeden
- Okej – wyszczerzyłem się i popchnąłem ją mocniej
Dziewczyna zachwiała się i objęła mnie mocno za szyję. Gdy nasze spojrzenia się spotkały wybuchnąłem takim śmiechem, że aż kilka osób się spojrzało na nas. Wyprostowałem się i z uśmiechem na twarzy wyciągnąłem do niej dłoń. Nora delikatnie ją chwyciła. Przyciągnąłem ją do siebie i wtedy dobiegł do mnie ten przerażony niepewny głosik
- Ches, ale ja nie umiem w takie szybkie tańce…
I  jak na zawołanie odezwał się DJ… NOSZ ZABIŁBYM GO GDYBYM TYLKO MÓGŁ!
- Kochani, kochani, pięknie trzymacie tempo, ale pora na coś wolniejszego – dobiegał głos zza konsoli – Dajmy odpocząć płucom, stopom… Pora na coś klimatycznego, have fun!
Z głośników dobiegła jakaś wolna muzyczka, a z sali dało się słyszeć kilka gwizdów i niezadowolonych głosów. Sam należałem do części niezadowolonej… Przed chwilą była taka zajebista nuta! A tu nagle jakieś smęty, ech… Spojrzałem na Norę, której oczy dosłownie się skrzyły
- Znasz to? – zapytałem
- No jasne – uśmiechnęła się – To Pilotsi!
- Mmmm…. – wykrzywiłem się lekko – To ten… zatańczymy?
Nora skinęła lekko głową z uśmiechem. Przybliżyłem się i objąłem ją kładąc jedną dłoń na plecach, a drugą splatając z jej dłonią. Dziewczyna zrobiła to samo i położyła swoją głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy powoli bujać się w rytm piosenki.
- Powoli – szepnęła mi prosto do ucha
Po całym ciele przeszły mnie ciarki i fala gorąca. Nabrałem powietrza głęboko w płuca i delikatnie wypuściłem. Zwolniłem kroku do powolnego dreptania w miejscu. Dziewczyna wbiła głowę bardziej w moje ramię i westchnęła cicho. Przełknąłem ślinę i wtuliłem polik w jej ucho. Poczułem jak zaciska palce na mojej dłoni i porusza lekko głową. Zjechałem dłonią niżej i usadowiłem ją na jej lędźwiach przyciągając dziewczynę mocniej do siebie. Czułem dokładniej każdy kawałek jej ciała przylegający do mnie. Nora puściła moją rękę i splotła dłonie na moim karku. Zesztywniałem lekko i przygryzłem wargę.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię – mruknęła cicho, a jej ciepły oddech wywołał kolejną falę dreszczy.
Mruknąłem w odpowiedzi i objąłem ją drugą ręką. Ponownie przełknąłem ślinę i spuściłem głowę, wbijając czoło w jej ramię. Wow… kto by pomyślał, że będę kiedyś tańczył przytulańca… i to jeszcze z TAKĄ dziewczyną! Przekrzywiłem głowę na bok i wtuliłem nos w jej szyję. Na tle spokojnej muzyczki, śpiewał chłopak o pięknej dziewczynie, marznącej wśród padającego śniegu, która beczała z jakiegoś powodu… Głębokie… Ścisnąłem Norkę mocniej. Tak bardzo chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Gdyby tylko ona wiedziała, co siedzi w mojej głowie… Heh, pewnie by uciekła jak najdalej stąd. Wryłem nos bardziej w jej szyję i zacisnąłem mocno powieki. Gdybyś tylko wiedziała, że Cię pokochałem, tak prawdziwie… Westchnąłem krótko i przeniosłem jedną dłoń na głowę Nory. Wbiłem palce w jej włosy i lekko podrapałem. Piosenka dobiegała już końca, i gdy rozbrzmiały ostatnie nuty dziewczyna powoli odkleiła się z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłem go i wyszczerzyłem się mocniej.
- A jednak umiesz tańczyć.
- To tylko zwykłe tuptanie w miejscu
- Ale jednak taniec – puściłem ją i odsunąłem się kawałek – Dziękuję za taniec, to… wracamy?
- Nie chcesz już tańczyć? – uniosła lekko brwi
- Miał być jeden taniec – podrapałem się po głowie i uśmiechnąłem – Był jeden.
Nie czekając na odpowiedź wróciłem do stolika i wskoczyłem na siedzenie. Heh… przeklęty DJ! Że też musiał puścić przytulańca w takim momencie… Nora podeszła do stolika i zgrabnie klapnęła naprzeciwko mnie. Jej dłoń od razu zanurkowała w orzeszkach. Podparłem się na łokciu i wbiłem wzrok w tańczących na parkiecie. Tym razem grała już zdecydowanie szybsza muzyka. Moją uwagę przykuł pewien chłopak, który wywijał na parkiecie jakby się na nim urodził. Miał tak płynne ruchy, że aż hipnotyzował. Nagle poczułem jak czyjeś palce wbijają się w moją czuprynę. Zastygłem w bezruchu i czekałem na ciąg dalszy. Paznokcie zaczęły skrobać, czubek mej łepetyny. Powoli odwróciłem głowę w lewo i ujrzałem uśmiechniętą Norkę.
- Lubię te Twoje kłaczki – powiedziała – Takie rude i puchate.
- Puchate? – zmarszczyłem brwi, unosząc jedną wyżej od drugiej
- I mięciutkie – uśmiechnęła się zaciskając palce na moich włosach
Puściła je i rozczochrała mocno. Mruknąłem cicho i zmrużyłem oczy. Ty lubisz moje włosy, a ja lubię, gdy mi tak robisz. Oblizałem wargi i złapałem za bluzę.
- Chodźmy stąd – powiedziałem
- Co, już? – Nora wyglądała na bardzo zdziwioną
- Zgłodniałem – odrzekłem – Skoczmy gdzieś na jakiegoś kebsa, czy coś
- Jak tam chcesz… - dziewczyna wstała i zgarnęła płaszcz. Zaczęła go powoli na siebie zakładać. Minąłem ją zgrabnie i otworzyłem drzwi, przytrzymując otwarte na oścież. W moje ciało momentalnie uderzył zimny podmuch wiatru. Zmrużyłem oczy zaciskając dłoń na bluzie. Gdy Nora znalazła się na zewnątrz, poszedłem w jej ślady, zamykając za sobą drzwi. Trzepnęło mną porządnie, gdy znowu zawiał wiatr.
- Załóż bluzę Ches – usłyszałem głos dziewczyny – Bo się rozchorujesz.
- E tam, to mi nie straszne – mruknąłem powoli wciągając na siebie kangurkę
- Dlaczego nie wziąłeś kurtki? – zapytała, gdy zrównałem z nią krok
- Nie lubię kurtek, jest mi w nich za gorąco – odpowiedziałem
- Nie możesz chodzić tylko w samej bluzie… kiedyś się porządnie rozchorujesz – spojrzała na mnie z ukosa
- A tam, nic mi nie będzie – wskoczyłem na niewielki murek. Zachwiałem się mocno i rozłożyłem ręce żeby złapać równowagę.
- Ostrożnie Ches!
- Nie bój nic Norka – wypiąłem dumnie pierś, gdy złapałem równowagę – A teraz kierunek kebab!
Ruszyłem powoli przed siebie, stawiając ostrożnie kroki. Co chwilę traciłem równowagę i musiałem ponownie wchodzić na murek. Gdy w końcu dotarłem do końca, zeskoczyłem z niego wprost na Norę i objąłem ją mocno.
- Norka! Czy ty widzisz te piękne niebo! – powiedziałem głośno wskazując palcem na niebo
- Są chmury Ches…
- I co z tego? Jest piękne! Całe pomarańczowe od lamp ulicznych
- Prawie jak Twoje włosy
- Tym bardziej piękne!
Dziewczyna zaśmiała się głośno i ruszyła naprzód. Mlasnąłem niezadowolony i ją wyprzedziłem. Szedłem tyłem, tak, żeby być zwrócony twarzą do Nory.
- Uważaj, bo się wywrócisz
- Oj już tak nie dramatyzuj mamo…
- Nie pyskuj!
Uniosłem wysoko brwi i się zatrzymałem. Dziewczyna też zatrzymała się jak wryta. Patrzyliśmy na siebie przez sekundę po czym, oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Głupek! – powiedziała i wyprzedziła mnie szybko
- Hej! To ty mi tu matkujesz! Matko!
- Głupek, głupek, głupek!
Przewróciłem oczami i podskakując ruszyłem w kierunku budki znajdującej się na końcu ulicy.

~~~

- Poproszę podwójnego kebaba dla mięsożerców bez cebuli z sosem łagodnym – zwróciłem się do sprzedawcy – I… Nora jakiego chcesz?
- Ja poproszę zwykłego rollo, również bez cebuli i z sosem łagodnym – powiedziała
- To wszystko?
- Tak – uśmiechnąłem się
- Osiemnaście pięćdziesiąt – podałem sprzedawcy pieniądze i klapnąłem na krzesło tuż obok lady
Nora poszła w moje ślady. Rozpięła powoli płaszcz i westchnęła.
- Oby tylko nie padał śnieg
- Dlaczego? – zapytałem – Nie lubisz śniegu?
- Mmm może być, ale nie lubię mieć go w jedzeniu
- Oj tam, to prawie jak lody – uśmiechnąłem się
- Podziękuję za takie lody – potarła szybko dłonią o dłoń
- Zimno? – zapytałem ziewając
- Troszkę – uśmiechnęła się lekko dalej trąc dłonią o dłoń
- Daj – wyciągnąłem rękę w jej stronę i złapałem za dłoń.
Otuliłem jej dłonie moimi dłońmi i ścisnąłem mocno.
- Lepiej?
- Uhum, ale masz ciepłe dłonie – mruknęła
- Już taki gorący ze mnie chłopak – wyszczerzyłem się
Nora parsknęła śmiechem i przymknęła oczy.  Patrzyłem na te oczy spowite powiekami i zastanawiałem się, czy tak samo wygląda, gdy śpi. Z zamyślenia wyrwał mnie głos sprzedawcy. Puściłem norę, zeskoczyłem z siedzenia i odebrałem zamówienie. Podałem dziewczynie jej rollo, a sam wziąłem się za mojego podwójnego mięsożercę. Gdy tylko wyszliśmy na zewnątrz, mroźny wiatr uderzył mnie prosto w twarz i przeszył aż do szpiku kości.
- Huh - wzdrygnąłem się – Ale zawiało!
- A jednak Ci zimno – zaśmiała się wgryzając w ciasto
- Nie zimno, tylko mówię, że zawiało – burknąłem odchylając mocniej bułkę i nabierając na widelec duży kawałek mięsa – Jezu tego mi było trzeba!
- I ty to wszystko zjesz? – uniosła lekko brwi
- Nie doceniasz Pana Nesladka! – zaśmiałem się wgryzając w bułę – Ja jeszcze będę głodny
- Ja to bym nawet połowy nie zjadła…
- Boś ty baba jest – mruknąłem
- Dzięki…
- Ej Nora!
- Co? Czemu krzyczysz? – zmarszczyła nos
- Prominte! Słuuuuchaj jesteśmy niedaleko tego pałacyku, o którym opowiadał Collins, pójdziemy go zobaczyć?
- Teraz? – zamrugała szybko – Ches jest zimno, ciemno i zimno
- No choooodź! – mruknąłem głośno – Jak nie teraz to kiedy? Na dniach będziesz lecieć do domu i zobaczymy się dopiero po Sylwestrze.
- Mmmmm, ale jest już późno…. – zajęczała
- Oj nie jęcz tylko chodź! – wyprzedziłem ją szybko i ruszyłem naprzód
- Ches! Ty mnie w ogóle nie słuchasz!
- Hey, hey, hey – zacząłem śpiewać idąc jeszcze szybciej - Ba de ya, say do you remember
- Ches…
- Ba de ya, dancing in September
- Ches!
- Ba de ya, never was a cloudy day
- CZESLAVIE NESLADKU!
- Ba duda, ba duda, ba duda, badu. Ba duda, badu, ba duda, badu. Ba duda, badu, ba dudaaaaaaaaaaa – śpiewałem dalej, gdy nagle poczułem mocne pacnięcie w głowę. – Ał!
Odwróciłem się i ujrzałem Norę stojącą tuż obok. Uśmiechnąłem się szybko.
- Ba de ya, say do you remember – kontynuowałem
- Ches błagam Cię – jęknęła – Wracajmy do domu…
- Oj noooo, proszę chodźmy. Chociaż na pięć minutek, nic nam się nie stanie przecież… Zobaczysz, to bardzo ładne miejsce…
- A skąd ty możesz o tym wiedzieć?
- Jak Pan Collins mówi, że ładne to musi być ładne – wyszczerzyłem się
- Głupek…
- To idziemy? – zapytałem radośnie
- Prowadź…
- Jeeeej! – wyprzedziłem ją szybko i kiwając się na boki zacząłem śpiewać – I’m to sexy for my love, I’m to sexy for my love
- Czeslavie co ty masz za hity w tym repertuarze
- I’m to sexy for my love – odwróciłem się do niej i zacmokałem – Najlepsze hity!
- Mmmm…. – dziewczyna pokręciła głową – Odwróć się, bo się wywrócisz
- I’m to sexy for your body, I’m to sexy for your body
Usłyszałem głośne przeciągłe westchnięcie. Wgryzłem się w kebsa i oblizując usta z nadmiaru sosu rozglądałem wokoło w poszukiwaniu tajemniczego pałacyku. Wkrótce po prawej pojawił się niewielki budyneczek, który był naszym celem. Wow… faktycznie był malutki. Myślałem, że Collins żartował z tą wielkością i tekstem ,,Ten pałacyk to Czeslav wśród pałacyków’’, ale no faktycznie był niewielki… Za to schodów to miał chyba z pierdyliard! Im bardziej się zbliżałem tym wydawało się ich więcej….
- Uroczy – powiedziała nagle Nora
- U/roczy? – spojrzałem na nią z ukosa
- Nuuu, taki malutki…
- Nie wnikam – pokręciłem głową – Chodź na górę!
- Co? Ches błagam Cię, nie każ mi tam wchodzić…
- Ja Ci nie każę – uśmiechnąłem się – Ja Cię gorąco zachęcam, abyś udała się ze mną na sam szczyt, tego jakże uroczego pałacyku, aby móc podziwiać w pełni jego piękno!
- Jesteś pijany
- Jak najbardziej! – zaśmiałem się głośno i wbiegłem po schodach prawie na samą górę
Odwróciłem się na palcach, żeby spojrzeć, czy dziewczyna idzie za mną. No tak, jakże by inaczej. Stała jak słup soli!
- Norkaaaaa rusz, że się! – zawołałem – Nie każ mi się siła wciągać na górę.
- Nie zrobiłbyś tego – mruknęła
- Tak? – zszedłem kilka schodów w dół – Zaraz się przekonamy
- Jej, dobra dobra już idę – pokręciła głową i weszła powoli na schodek – Ależ ty jesteś upierdliwy!
- Nie ma za co – wyszczerzyłem się i wbiegłem na szczyt. Od razu dopadł mnie podmuch wiatru. Wciągnąłem głęboko powietrze nosem i odetchnąłem mocno. Ach tego mi było trzeba! Odwróciłem się i spojrzałem na dziewczynę, która była w połowie długości schodów.
- Dawaj, dawaj, dawaj! – zacząłem ją zachęcać głosem i klaskać głośno – Dawaj Norka! Jeszcze trochę!
- Ches zamknij się – warknęła łapiąc z trudem oddech – Bo zaraz zawrócę i pójdę do domu
- Oj no już się nie obrażaj – przewróciłem oczami – Chodź tu do mnie!
Rozłożyłem szeroko ramiona i stałem tak patrząc jak  dziewczyna pokonuje schodek za schodkiem. Szło jej to powolnie, więc wziąłem się za jedzenie kebsa… Ale, gdy tylko znalazła się pięć schodków ode mnie, od razu z powrotem rozłożyłem ramiona.
- Welcome in rude land! – wyszczerzyłem się
- Jak już to ginger land – powiedziała łapiąc oddech
- Rude rude – zaśmiałem się i przytuliłem ją mocno
- Ches mam kebsa w dłoni – mruknęła tylko
- To mi go daj – odsunąłem się szybko i wyciągnąłem do niej dłoń
Dziewczyna podała mi jedzenie. Prężnym krokiem podszedłem do murka i położyłem na nim oba kebaby. Od razu zawróciłem i podbiegłem do dziewczyny mocno ją przytulając. Obkręciłem się z nią wokół własnej osi i przycisnąłem mocno do piersi.
- Woah! Ches! – dziewczyna pisnęła, gdy podniosłem ją do góry i obkręciłem jeszcze bardziej – Co ty robisz?
- Kręcę Tobą, tak jak ty mną – powiedziałem
- Co? – zaśmiała się
- A tak to – parsknąłem śmiechem i postawiłem ją na ziemi i zanuciłem – Oh miss beliver…
- Ches, czy ty śpiewasz Pilotsów? – zdumiała się
- Może – uśmiechnąłem się lekko i wtuliłem głowę w jej ramię – My pretty sleeper
- Your twisted mind is like snow on the road – zanuciła Nora
- Your shaking shoulders prove that it's colder – kontynuowałem
- Znasz tekst? – odchyliła głowę i spojrzała na mnie
- Nooo – odwróciłem wzrok
- Nie wyglądałeś jakbyś znał tę piosenkę, wręcz nie byłeś nią zachwycony – powiedziała mrużąc oczy
- Wtedy nie byłem zachwycony, bo przerwali mi Fat Rat’a dla tej piosenki – westchnąłem ponownie wbijając głowę w jej ramię - Inside your head than the winter of dead…
Zrobiłem lekko krok w bok. Nora bez protestu ruszyła w moje ślady. Przełknąłem ślinę i kontynuowałem
- I will tell you I love you – ścisnęło mi gardło, gdy wypowiadałem słowa tej zwrotki
- But the muffs on your ears will cater your fears – pociągnęła Nora - My nose and feet are running as we start. To travel through snow…
- … Together we go – uśmiechnąłem się pod nosem
- We get colder
- As we grow older – odchyliłem głowę I spojrzałem Norze prosto w oczy
- We will walk – uśmiechnęła się lekko
- So much slower – odwzajemniłem uśmiech - Oh, Ms. Believer, my pretty weeper…
- Your twisted thoughts are like snow on the rooftops
- Please, take my hand – poczułem jak palce Nory oplatają moją dłoń. Przełknąłem głośno ślinę, ale na szczęście dziewczyna pociągnęła
- we're in foreign land – zacisnęła mocniej dłoń na mojej - As we travel through snow
- Together we go – wyszeptałem
- Together we go – uśmiechnęła się tak pięknie, że aż zrobiło mi się ciepło na serduchu
- Together we go – odpowiedziałem i przybliżyłem się lekko
- Together we go – nie była mi dłużna i też się przysunęła
Byliśmy tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Dokładnie widziałem każdą jej rzęsę na powiece i płatki śniegu na nich…. Wowowowowow, kiedy zaczął padać śnieg? Zamrugałem kilka razy
- We get colder – mruknąłem
- As we grow older – Nora przysunęła się na tyle, że czubki naszych nosów spotkały się
- We will walk – wyszeptałem z trudem i otworzyłem szeroko oczy
- So much slower – jej oddech musnął delikatnie moje wargi i brodę
Przymknąłem lekko oczy i mruknąłem cicho. To jawa, czy sen? Otworzyłem oczy i ona nadal tam stała. Czyli jednak jawa… Westchnąłem cicho i oblizałem wargi. Dziewczyna podniosła wzrok i, gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, zalała mnie jeszcze większa fala gorąca. A gdy tylko poczułem ten ciepły oddech na moich ustach, miałem wielką ochotę ją pocałować. Ot tak, po prostu połączyć nasze usta. Przechyliłem lekko głowę na bok, zachęcony tym, że dziewczyna zrobiła to samo. Przybliżyłem się do niej tak bardzo, że nasze wargi dzieliły milimetry, a jej oddech podrażniał skórę na mojej twarzy. Przymknąłem oczy i objąłem ją lekko, po czym odchyliłem głowę w prawo i położyłem ją na ramieniu. Nie mogę tego zrobić. Nie po alkoholu… to i tak nic by nie znaczyło. Zwykłe pijackie zachowanie. A tego bym nie chciał… Niby za jej zgodą, ale wbrew woli… Nora wbiła palce lewej dłoni w moją czuprynę i zaczęła ugniatać i ciągnąć. Mruknąłem cicho i ścisnąłem ją mocniej, ech gdybyś tylko wiedziała, co do Ciebie czuję…
- Ches? – zapytała cicho
- Tak? – mruknąłem
- Czy możemy już wracać? Zimno mi….
- Jasne – kiwnąłem lekko głową i odkleiłem się od niej
Minąłem ją i ruszyłem w stronę murka, na którym leżały nasze kebsy. Dziewczyna szła tuż za mną. Złapałem jedno z zawiniątek i rozchyliłem. Wgryzłem się szybko w bułkę i westchnąłem.
- Będziesz jadł takie zimne? – uniosła brwi
- Uhum, zimne mięso to nadal mięso. Pysznościowe!
- Mmmm, ja podziękuję – pokręciła głową – Nie lubię takiego zimnego
- W porządeczku
Dziewczyna oparła się mocno o murek i wychyliła.
- O patrz Ches, nie jesteśmy sami
- Hmm? – podszedłem do niej i też się wychyliłem – Motocykliści?
- Na to wygląda – powiedziała – I chyba bajerują jakieś laski.
- Śmiesznie by było, gdyby nasrał im teraz jakiś ptak na głowę, hehe
- Nooo, szkoda, tylko, że żadnych nie ma o tej porze – mruknęła – Co najwyżej nietoperze
- Mmmm to trzeba im w tym pomóc – uśmiechnąłem się
- Co masz na myśli? – zapytała
- Zobaczysz – mruknąłem  i ściągnąłem folię z kebsa, która cała była od sosu
Wyciągnąłem ją jak najdalej za krawędź i ścisnąłem mocno. Biały płyn poleciał na dół i idealnie trafił w cel.
- Kurwa – siarczyste przeklnięcie jednego z facetów dał jasno do zrozumienia, że trafiłem
- Ale Cię gołąb osrał – parsknął śmiechem drugi
- Gr ugru sakra gr ugru – zarechotałem głośno
- Ta kurwa gołąb – warknął tamten – WYŁAŹ ŚMIECIU, ŚMIESZKÓW CI SIĘ ZACHCIAŁO!
- Adi uspokój się…
- Jakie kurwa uspokój! Już nie żyjesz gnoju! – motocyklista był co najmniej wściekły
- Nori… spierdalamy! – pociagnąlem ją mocno za rękę
To wystarczyło żeby dziewczyna się poderwała i ruszyła za mną. Do uszu doszedł mnie jeszcze słuch odpalanych silników. No to się porobiło…

~~~

Wpadłem zdyszany za róg budynku i szybko przykleiłem się do ściany. Serce tak mi waliło, że spokojnie było słychać jego łomot z odległości kilometra. Kątem oka patrzyłem na dziewczynę, która podobnie jak ja była przyklejona do ściany. Jej klatka piersiowa w szybkim tempie unosiła się i opadała. Nie sądziłem, że tak to się skończy… Motocykliści byli nieugięci i cały czas nas ścigali. Odkleiłem się od ściany, złapałem ją za rękę i pociągnąłem w głąb uliczki. Dziewczyna bez protestu ruszyła za mną.
- Zgubiliśmy ich? – wydyszała
- Mam taką nadzieję – mruknąłem pocierając wierzchem dłoni oko
- To było głupie…
- Powtórzyłbym to jeszcze raz z przyjemnością – wyszczerzyłem się obracając głowę w jej stronę
Nasze spojrzenia się skrzyżowały i po sekundzie dziewczyna uśmiechnęła się kręcąc głową.
- Głupek – mruknęła
- I tak mnie lubisz – zaśmiałem się
- No lubię lubię, ale co Ci wpadło do głowy, żeby to robić!
- Hej, przepraszam bardzo, ale jakoś nie protestowałaś, gdy o tym mówiłem
- Bo nie sądziłam, że to zrobisz! – pokręciła energicznie głową
- Nie doceniasz mnie – zarechotałem
- Najwidoczniej nie…
- Ale musisz przyznać, że to było dobre – uśmiechnąłem się szelmowsko
- Nadal nie mam pojęcia jak na to wpadłeś…
- Halo, to aż samo się prosiło – zaśmiałem się – Gdy tylko zobaczyłem tych motocyklistów w skórzanych kurtkach, wystarczyło, że spojrzałem na sos i od razu wpadł mi do głowy pomysł, że można ciutkę na nich wylać i wkręcić ich, że ptak im narobił
- Ches… może i to by się udało – wbiła we mnie wzrok – gdyby nie to twoje ,,gru gru sakra, gru gru’’
- Wymsknęło mi się – podrapałem się po głowie – przynajmniej im uciekliśmy
- Prawie przez Ciebie wyplułam płuca…
Odwróciłem się do niej całym ciałem i zatrzymałem. Dziewczyna zrobiła to samo i patrzyła oczekując na ciąg dalszy. Ścisnąłem ją mocno i wbiłem brodę w jej obojczyk.
- Już ja je w Tobie zatrzymam – mruknąłem
Nagle do naszych uszu dotarł dźwięk silników motorów. Shit… w jednej sekundzie Nora złapała za kaptur od mojej bluzy i naciągnęła, go mocno na czubek głowy.
- Obejmij mnie mocno – wydyszałem i popchnąłem ją do przodu tak, że oparła się o ścianę. Szybko przytknąłem moje czoło do jej czoła.
- Co ty…
- Cicho – wysyczałem – Udawaj, że się całujemy, to może nas zignorują…
Przycisnąłem ją swoim ciałem jeszcze bardziej do ściany. Dziewczyna objęła mnie mocno dłońmi przyciągając do siebie. Dźwięk silników był coraz głośniejszy. Schowałem twarz w jej szyi, po sekundzie Nora zrobiła to samo i zaczęła jeździć dłońmi wzdłuż moich pleców. Wsadziłem jej nogę między uda i przycisnąłem jeszcze bardziej. Położyłem dłonie na jej pośladkach uśmiechając się wewnętrznie. Och yeah taka dupka w mych rękach! Gdyby nie Ci motocykliści… Nora klepnęła mnie mocno w plecy. Stałem sztywny jak kołek i nasłuchiwałem. W głębi duszy dziękowałem Bogu, że założyłem dzisiaj czarną niczym nie wyróżniającą się bluzę. Ktoś nad nami tam czuwa… Gdy tylko motocykle znalazły się na tej samej ulicy, co my, serce od razu podeszło mi do gardła. Przez ciało przeszły mnie wibracje, gdy przejechały tuż za naszymi plecami i czułem jak serce łomocze mi tak, że obija się o zęby. Kilka sekund później, gdy pojazdy oddaliły się na bezpieczną odległość, oderwałem się od dziewczyny. Złapałem ją za dłoń i pociągnąłem w przeciwnym kierunku
- Musimy jak najszybciej wsiąść do jakiegokolwiek autobusu – powiedziałem głośno
- Oby tylko coś jechało…
- Też mam taką nadzieję, ale czy trafimy na jakiś nocny, ugh…
Dobiegliśmy do najbliższego przystanku autobusowego. Nora wyciągnęła telefon i zaczęła sprawdzać, o której ma przyjechać pojazd.
- Za dwadzieścia trzy minuty… - mruknęła
- Mam nadzieję, że do tego czasu nie spotkamy się ze skórojazdami – westchnąłem
- To twoja wina! – pacnęła mnie w głowę
- Ej! – zrobiłem podkowę w dół i usiadłem na ławce
- No już – cmoknęła mnie w czubek głowy, a ja cały zesztywniałem
Co? Co co co co co?! CO TY KOBIETO NAJLEPSZEGO ZROBIŁAŚ?! Modliłem się, aby było wystarczająco ciemno, żeby tylko nie zobaczyła mojej zburaczonej twarzy. Nora dlaczego ty mi to robisz *wewnętrzny płacz* To jest znęcanie się nad zwierzętami… Ty to robisz z premedytacją!
- No już mi tak nie burkaj – kucnęła przede mną opierając dłonie o moje kolana
- Nie burkam – przełknąłem ślinę – Jest mi przykro, bo musiałem zostawić tam kebsa… a była jeszcze połowa!
- Głupek – przewróciła oczami i usiadła obok mnie, wtulając się w moje ramię
Objąłem ją mocno i wcisnąłem nos we włosy. Heh… a jutro wszystko wróci do rzeczywistości i koniec. Westchnąłem cicho i potarłem dłonią jej ramię.
- Noruś, a co byś powiedziała…
- NIE! – przerwała mi szybko
- Hej! Nie dałaś mi nawet dokończyć – powiedziałem urażony
- Na dzisiaj koniec pomysłów i chodzenia, gdziekolwiek – odpowiedziała – Teraz za cel mamy dotarcie do akademiku i pójścia spać. Ja u siebie, a ty…
- Ja też pójdę do siebie – mruknąłem
- A misiek? – spojrzała na mnie
- Pewnie siedzi w pokoju – wzruszyłem ramionami
- Pogodziliście się? – dopytywała
- No nie bardzo – mruknąłem – Ale wracam do pokoju i idę spać, pewnie się nie odezwie do mnie ani słowem.
- Oboje jesteście głupi – złapała mnie za dłoń, która jeszcze tak niedawno była uszkodzona i pogładziła lekko – Dwa worki ludzkiego ciała buzujące testosteronem. Dwa byczki!
- Byczki? – uniosłem brwi
- Tak, i jeden dla drugiego jest czerwoną płachtą – odwróciła moją dłoń wierzchem do dołu i splotła palce – Nadal nie wiem jakim cudem jeszcze się nie pozabijaliście i jakim cudem nadal jesteście tacy nierozłączni.
- Dziewczyny to pewnie dawno by się pomordowały, co? – mruknąłem
- Zapewne tak – kiwnęła głową
I od tej pory siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Nora powoli przysypiała na moim ramieniu z dłonią dalej splecioną z moją, a ja obserwowałem płatki śniegu spadające na chodnik i niknące wśród miliona innych płatków, które opadły już wcześniej. Po głowie cały czas chodziły mi słowa piosenki ,,och ms believer’’ i nie mogłem się pozbyć dziwnego uczucia, że to wszystko jest snem i zaraz się obudzę w łóżku. Westchnąłem cicho na widok nadjeżdżającego autobusu
- Noraaaa – puknąłem lekko dziewczynę w ramię – wstajemy, autobus przyjechał
- Mmm? Och, okej – mruknęła i wstała powoli – Dojedziemy nim pod sam akademik?
- Nie bardzo, ale nie jest tak źle – uśmiechnąłem się lekko przepuszczając ją do środka
Zajęliśmy dwa siedzenia na samym końcu pojazdu. Dziewczyna od razu wtuliła się we mnie ze słowami ,,zimno’’. Objąłem ją mocno i wcisnąłem nos we włosy. Przymknąłem oczy i wsłuchałem się w cichą muzyczkę lecącą z głośników. Był to jakiś cover ,,lemon tree’’, fajna taka, delikatna… nastrojowa bym rzekł…
,, I wonder how
I wonder why
Yesterday you told me 'bout the blue blue sky
And all that I can see is just a yellow lemon-tree
I'm turning my head up and down
I'm turning turning turning turning turning around
And all that I can see is just another lemon-tree’’
Od tej spokojnej muzyki, aż szło usnąć. Przeciągnąłem się na siedzeniu i przytuliłem mocno Norę.
- Nie śpij – mruknąłem – zaraz będziemy wysiadać
- Uhum – mruknęła nie otwierając oczu
- Oj no weź – szturchnąłem ją – ja Cię nieść nie będę
- A mógłbyś – odburknęła – Słyszałam, że niosłeś już jedną dziewczynę na rękach
- Co? Od kogo to słyszałaś? – zmrużyłem oczy
- Teddy Bear Cię zdradził – uśmiechnęła się pod nosem – Taki uczynny Czesiu
- Pfff – burknąłem – Ten zawsze musi coś wypalić.
- Oj oj nie denerwuj już się – poczochrała mnie mocno – To przecież był dobry uczynek. Nie zostawiłeś koleżanki w potrzebie
- Niby tak… ale wiesz jak to jest – pokręciłem głową – Potem każdy gada i rozpowiada głupoty
- Nie przejmuj się tak – mruknęła – dobry chłopak z Ciebie po prostu
- Ja jestem rude… mam to wpisane w geny – zaśmiałem się
- Głupek – przewróciła oczami
- Dobra pora wysiadać – podniosłem się powoli z krzesła – Pięć minut drogi i będziemy na miejscu.
Wysiedliśmy na zimne rześkie powietrze. Norą momentalnie wstrząsnęło. Ech te laski wszystkie takie zmarzluchy… co do jednego!
- Chcesz moją bluzę? – zapytałem
- Pogięło Cię? – powiedział oburzona – Nawet nie waż mi się jej ściągać …. CHES!
- No co? – zaśmiałem się wyciągając drugą rękę z rękawa
- Czy ja mówię do ściany? Czy może w twoim słuchu występuje jakiś błąd i słyszysz tylko raz na minutę, albo to co chcesz słyszeć?
- Jestem błąd. Czeski błąd – zaśmiałem się i podałem jej bluzę – Wbijaj
- W życiu, już mi ją zakładaj z powrotem! – powiedziała ostro
- Nie ma mowy – pokręciłem głową – Bo wcisnę Ci ją siłą przez głowę
- Dlaczego ty musisz być taki uparty – westchnęła zakładając odzienie na siebie
- Good girl – zaśmiałem się
- Ja Ci dam good girl, ty rude boyu – mruknęła i objęła mnie mocno – Masz szczęście, że to tylko kawałek drogi
- I tak nic by mi nie było – uśmiechnąłem się, ale wewnętrznie telepałem się z zimna

~~~

- I masz mi od razu iść spać!
- Dobrze mamo – przewróciłem oczami i oparłem się o futrynę
- Nie przewracaj mi oczami, tylko naprawdę połóż się spać – Nora podeszła powoli do mnie – Zrób to dla mnie
- Jak dla Ciebie to zmienia postać rzeczy – uśmiechnąłem się
- Głupek – westchnęła i przytuliła mnie mocno – Dziękuję za dzisiaj
- Ależ nie ma za co – poklepałem ją po plecach – Też idź się ładnie połóż i odpocznij. Oby tylko chłopaki za bardzo Ci nie hałasowały
- O to się nie martw – mruknęła
- To dobranoc Nori
- Dobranoc Panie Czeslavie – uśmiechnęła się
Otworzyłem drzwi i wyszedłem powoli.
- Spokojnej nocy – rzuciłem na odchodne i zamknąłem drzwi
Powoli ruszyłem wzdłuż korytarza, tak dobrze mi znanego. Złapałem się poręczy przy schodach i powoli zszedłem na dół. Nie dbałem już o to, czy dorwie mnie strażnik teksasu, czy inny belfer, ale o to by nie wyjebać się na tych przeklętych schodach! Alko ponownie zaczęło uderzać mi do głowy i dawać o sobie znać. Zakręciło mi się porządnie i zatoczyłem się na drugą ścianę. Heh, będzie główka boleć z rana… to pewne na bank. Minąłem ostatni zakręt schodów z części women i ruszyłem w stronę części bez wo. W ustach miałem istny wiór… A przede mną jeszcze wizja dwóch pięter…

~~~

Zapukałem delikatnie do drzwi od naszego pokoju i czekałem. Oby tylko księżniczka shrekowa nie spała, bo się zajebię. Jak na zawołanie kliknął zamek w drzwiach i te otworzyły się. Momentalnie nasze spojrzenia spotkały się. Staliśmy tak w ciszy, aż w końcu niemiecka szkapa wypaliła
- To ty
- To ja – odpowiedziałem szybko
- Cóż to Cię sprowadza – mruknął krzyżując ramiona
- Posłanie i woda – powiedziałem mijając go
- Znowu piłeś? – wypalił
- Tylko mi nie matkuj – burknąłem – Byłem na imprezie to się napiłem
- Czyja ściana tym razem ucierpiała? – zapytał
- Niczyja, to było na mieście. Nie ma coli? – zapytałem wychylając się znad lodówki
- Nie bardzo – powiedział chłopak
- To nie dobrze – westchnąłem
- Mam pepsi, ale wątpię żeby Cię to urządzało…
- I bardzo dobrze wątpisz – mruknąłem – A sok jakiś?
- Pomarańczowy?
- Biere
Chłopak rzucił w moją stronę pół pusty karton soku. Szybko go odkręciłem i przyssałem się, aż do ostatniej kropli.
- Dzieki bro – powiedziałem
- Ooo to znowu jestem Twoim bro? – uniósł brwi
- Nie wydurniaj się patafianie – burknąłem – Zawsze nim będziesz tylko mnie nie denerwuj i zachowuj się jak bro, a nie jak ojciec, czy matka
- Ty za to mógłbyś przestać zachowywać się jak gówniarz – warknął
- I o tym mówię – padłem na łóżko
- Bo nie chcę, żeby stała Ci się krzywda Ches…
- Wiem, ale błagam Cię… nie ograniczaj mnie i nie wtrącaj się tak…
- Przy Tobie tak się nie da – pokręcił głową
- Pogadamy o tym później, a ten – spojrzałem na niego – Kiedy wyjeżdżasz do domu?
- Jakoś za kilka dni, a co?
- A nic, tak pytam… no to ten, dobranoc bro.

<Nora?>

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Delli CD Michaela

- Cześć- odchrząknęłam niezręcznie, spoglądając, niczym na potęcjalnego wroga, spode łba- też mam się przedstawić? Choć sądząc po tym, że się tu znajdujesz, wiesz jak się nazywam.
Przystąpiłam z nogi na nogę i jakby grzecznościowo, choć z przymusu rozchyliłam drzwi szerzej, nie dając przybyszowi wyboru, musiał wejść, choćby równie grzecznościowo jak ja. Zawiodłam się też na Edzie, który wbrew dwuletniemu szkoleniu "Atakuj nieznajomego" schował w koc i najwyraźniej zasnął. Nie został nawet zauważony przez Michaela.
Niestety (lub dla mnie stety) nie fatygowałam się z ugoszczeniem rówieśnika. Po prostu staliśmy pod drzwiami wejściowymi, co chyba uważałam za korzyste, był to bowiem jednoznaczy sygnał "idź sobie", choć nie byłam pewna czy tego chcę. Miał coś w sobie, coś wkurzającego w tym swoim optymistycznym i energicznym sposobie bycia. Aura jaką się otaczał nie odpowiadała mojej. Moja była głęboka, mroczna i taka... Mraśna. A jego była taka kolorowa, wesoła, taka mdląca niczym po przedawkowaniu słodyczy. Jednak ta mdląca aura również przypominała owoce. Orzeźwiający sorbet i mdlące cukierki... Ach ta moja wyobraźnia.
- Ed, leniuchu, atakuj- powiedziałam pod nosem, oczywiście nie łudziłam się, że wierny i posłuszny kot wykona polecenie, a mój kolega z klasy, który był bardziej zafrapowany nową lokacją, jaką był mój cudowny pokój, tego nie usłyszał. Co do ciekawych miejsc- powiedziałam głośniej, a blondyn przeniósł wzrok na mnie- jedynym miejscem jakie odwiedziłam była bliblioteka, zaskakujący jest tam zbiór kryminałów, a raczej jego brak, nie zupełny, ale jednak brak. Jestem też ciekawa drugiej części biblioteki na piętrze.
Michael zaśmiał się, co może uznałabym za urazę gdyby nie melodia, odbiór śmiechu. Nie był to bowiem śmiech szydzący, bluźnierczy lub złośliwy. Nie odbierałam w nim żadnej negatywnej nuty. Zadałam też sobie pytanie, dlaczego najpierw bibliotekarka śledziła mnie morderczym spojrzeniem, gdy zbliżałam się do schodów, a teraz on, który śmieje się gdy wspominam o drugiej części biblioteki.
Dopiero po dobrych dziesięciu sekundach niezręcznej ciszy, zdałam sobie sprawę, że obydwoje chamsko świdrujemy się oczyma, jakbyśmy wzrokiem próbowali poznać duszę i myśli rozmówcy.
- No... Do wyższego poziomu nie ma wstępu- chłopak przerwał wreszcie irytujące milczenie, po czym przypomniał sobie w jakiej właściwie sprawie tutaj przyszedł- Mam dla ciebie dokumenty do wypełnienia.
- Na kiedy ta wykreślanka?- spytałam unosząc brew. W duchu śmiałam się z wybornego żartu, jakim było nazwanie dokumentu wykreślanką. "Del jakaś ty głupia" krzyczałam w myślach.
Chyba dałam się zdradzić, ponieważ Michael też się zaśmiał, choć miałam problem z potwierdzeniem szczerości śmiechu, był raczej grzecznościowy, chyba mój żart był nad wyraz kiepski.
- Z chęcią pokażę ci szkołę. Wszystkie miejscówki i te sprawy- podrapał się po karku szczerząc zęby- tyle, że może nie starczyć czasu. Lekcje jeszcze mam. Ty o ile się nie mylę zaczynasz od jutra.
- Jeżeli będziesz chciał mi ją pokazać później, to po prostu przyjdź po szkole, a teraz wybacz, ale muszę... Emm... Wyprać firanki.- powiedziałam po czym wypchałam go za drzwi i zatrzasnęłam je ze strachem karcąc się w duchu.
W tym momencie krzyknęłam.
- Del. Ty debilu jeden! Ty i ludzie?! Kiepski żart, zaraz postanowisz się z nimi bratać albo coś. Poza tym... Co ci odwaliło z jakimś chodzeniem po szkole? Jeszcze z jakimś typem?! Jakbyś nie trafiła sama do klasy!- rzuciłam się jak kłoda na łóżko i krzyknęłam w poduszkę. Po chwili zamarłam. Zza drzwi dobiegł zduszony chichot. Zaczerwieniłam się i krzyknęłam, tym razem w duchu, przeklinając siebie niemiłosiernie.
- Miło było poznać, do zobaczenia!- krzyknął jeszcze przez drzwi i odszedł.

wtorek, 19 czerwca 2018

Od Michaela CD Delii


Energicznym ruchem otworzyłem okno, wpuszczając do okna świeże, poranne powietrze, przesycone zapachem wilgotnej gleby i kwiatów - o tak, nie ma to jak nocne burze! Szczególnie po długim okresie, kiedy praktycznie nie dało się wyjść na zewnątrz z powodu wszechobecnej duchoty, teraz zatem, szczerze uradowany, wziąłem głęboki oddech, wychylając głowę na zewnątrz - pomachałem też do kilku rannych ptaszków, które dostrzegłem na ścieżce - kilka osób widocznie również postanowiło wykorzystać dzisiejszą pogodę, z tym że w dużo bardziej aktywny sposób. Ja natomiast po prostu ostrożnie usiadłem na parapecie, podkurczając nogi, by je zmieścić, po czym ostrożnie umieściłem szkicownik na kolanach i zacząłem skrobać ołówkiem po kartce, oddając kępkę kwiatów rosnących pod młodą wisienką - choć miałem do nich kilka bitych metrów, dobrze widziałem i płatki, i skrzące się wesoło w porannym słońcu skapujące po nich krople porannego słońca. Lekko pochylone w dół trawa o niemal szmaragdowej barwie, czyste, błękitne niebo, śpiew ptaków- czego chcieć więcej?
- Zgaś to światło, padalcu - usłyszałem nagle burknięcie dobiegające spod dotąd dużo cichszego kłębku pościeli.
- Nie ma opcji!- odparłem, prostując się nieco, by znaleźć wygodne oparcie dla pleców. - Za szkoda marnować tak piękny poranek!
- Żebym ja tu zaraz ciebie nie zmarnował...
- Luz, facet, i tak już musisz wstawać, zaraz lecimy na śniadanie!
- Toż to blady świt...
- Dziewiąta rano, kochany braciszku, dziewiąta, wschód był kilka godzin temu - zaśmiałem się, dorysowując liście.
- Ja się tak nie bawię - jęknął.
- E tam, i tak już jesteś dość rozbudzony, nie? - zeskoczyłem z parapetu, po drodze zahaczając nogą o zapakowany plecak, z którego wypadło kilka książek. Klnąc pod nosem, ukucnąłem i pozbierałem je, nalałem Immi wody i wrzuciłem trochę karmy, zerkając przy okazji na kotkę, która nadal siedziała w kącie, z dezaprobatą spoglądając na naszą hałasującą dwójkę.
- Nie... - Czesiek mimo wszystko wolno wysunął nogę z kołdry i ostrożnie dotknął bosą stopą podłogi,jakby sprawdzał, czy aby nie parzy.
- Dobra, to ty się ogarniaj w swoim tempie, ja lecę jeszcze załatwić parę rzeczy do miłośników, bo chciałbym ostatecznie ogarnąć, jak z tym konkursem, bo coś mi Lind mówiła, że jakieś problemy ze zgłoszeniami i wypadałoby ogarnąć papierki, powiedziała, że pomoże, a teraz ma chwilę
- Luz, leć, pędź czy coś, się nie wywal tylko.
- No pa, się nie spóźnij tylko!
Wybiegłem na korytarz, szybko pokonując drogę do pokoju klubowego, gdzie koleżanka już czekała, stukając palcami o swoje ramię okryte ciepłym swetrem w paski - nie mogłem się nadziwić, jak w nim wytrzymywała w taką temperaturę, nawet jeśli było dopiero rano.
Papierkowa robota poszła zaskakująco sprawnie - miałem jeszcze pięć minut do lekcji, więc spokojnym krokiem dotarłem pod salę angielskiego, przy okazji zahaczając o sekretariat, gdzie zostawiłem potrzebne dokumenty.
***
- Delia z 84, tak? - powtórzyłem po raz dziesiąty chyba, patrząc na Anę, która cierpliwie skinęła głową.
- Dokładnie, będzie chodzić do naszej klasy - wytłumaczyła - zaczyna od jutra, zapisała się też do Klubu Miłośników Sztuki, więc Lindsey prosiła, byś zajrzał do niej, bo podobno chciałaby jakąś deklarację członkostwa i przy okazji nauczyciele dorzucili jej kilka innych dokumentów.
- Okey, i mam jej po prostu je zanieść, tak?
- I wykazać się jako przewodniczący! Szkoła jest spora, też się gubiłam na początku.
- Pamiętam - pokiwałem głową, wracając pamięcią do początku naszej relacji. - Ale teraz trafisz wszędzie z zamkniętymi oczami, nie?
- No, aż tak to może nie, trochę bałabym się schodów - przyznała z uśmiechem godnym elfki.
- Oj tam, ja bym ci się dał prowadzić i przez przepaść - trąciłem ją lekko w ramię, po czym wstałem z ławki, zgarniając cienki plik kartek. - Dobra, to dzięki wielkie, będę już leciał!
- Pamiętasz wszystko?
- Po dziesięciu powtórzeniach nie ma mowy, żebym zapomniał. Delia, IIb, pokój 84 - ostatnie zdanie wyrecytowałem gładko.
- Tak, Delia Inaudita, pamiętaj.
- Troszkę się boję, że źle wypowiem nazwisko,ale zapamiętam, dziękuję. I do zobaczenia! - pomachałem koleżance, oddalając się w stronę żeńskiej części akademika - Ana chciała coś jeszcze załatwić w pokoju nauczycielskim.
***
Poszło dużo łatwiej, niż sądziłem - po zaledwie kilku chwilach byłem pod drzwiami z wyraźnymi, wypisanymi granatową farbą cyframi 84. Przez chwilę się wahałem, niepewny, jak dziewczyna zareaguje na niezapowiedzianą wizytę obcej osoby, ale zaraz zapukałem lekko trzy razy, cofając się o krok.
Po chwili drzwi z cichym skrzypnięciem ustąpiły, oświetlając nieco korytarz - nowa wychyliła głowę, spoglądając na mnie czujnie. Jej przeszywające spojrzenie niebieskich, wręcz błękitnych, oczu, zdawało się mnie dokładnie prześwietlać, zupełnie jak rentgen. Czarne, krótko ścięte włosy otaczały jej bladą twarz, osadzoną na łabędziej szyi. Uroda dziewczyny była dość... chłodna, zdawała się być osobą trzymającą dystans, ale z pewnością była ładna, wydawała się też sympatyczna.
- Hej - wyciągnąłem dłoń, którą Delia po chwili uścisnęła lekko. - Michael Walter Rosenthal z IIb, miło mi poznać! Generalnie to jesteśmy od dziś kolegami z klasy i klubu. Dołączyłaś do Miłośników Sztuki, mam rację? Ogółem to przychodzę z kilkoma dokumentami, ale to żadna specjalnie pilna sprawa, więc spokojnie. Przede wszystkim to jak się podoba w szkole? Poznałaś już kogoś, zwiedziłaś jakieś ciekawe miejsca?

< Delia? >

Od Nory CD Czeslava

Spojrzałam na chłopaka pytająco w tym samym momencie, w którym obrócił się plecami i podszedł do klatki z myszami. Kolejny raz w ciągu tego samego dnia doświadczyłam dwóch skrajnie różnych zachowań jedno po drugim. Mimo że nie był to pierwszy raz, dałam się mocno zaskoczyć.
„Nie znasz mnie, więc nie mów takich rzeczy”
Westchnęłam cicho pod nosem na wspomnienie jego słów. Tak, Ches ma rację. Nie znam go… w ogóle go nie znam. Jest dla mnie kimś, kogo nie powinnam tak pochopnie oceniać.
Chwyciłam bilety leżące na stole i spojrzałam na nie. Po chwili przeniosłam wzrok na chłopaka. Siedział przed klatką z opuszczonym wejściem i obserwował myszory buszujące w środku. Podeszłam do niego, wachlując się kuponami i usiadłam na skraju łóżka.
– Będzie z nim wszystko w porządku? – spytałam, widząc jak Czesiek uważnie obserwuje rudą myszkę.
– Tak, jak najbardziej – odpowiedział krótko, nawet nie obracając się w moja stronę.
Skrzywiłam się lekko. Zacisnęłam wargi w wąską linię i zacisnęłam palce mocniej na kawałkach papieru. W końcu odważyłam się wyciągnąć rękę przed siebie i lekko pacnąć biletami w czubek rudej głowy. Niestety kiedy Ches zesztywniał, cała odwaga uciekła i z mojego ciała i z tego pokoju. Coś ścisnęło mnie nieprzyjemnie w żołądku, w ustach poczułam więcej śliny, serce przyspieszyło, a dłoń tak jak była, tak dalej została, zamrożona z biletami przy włosach chłopaka. Zaczęłam panikować, ba! Stres ogarnął moje drobne ciałko zanim w ogóle wpadłam na ten głupi pomysł.
„O  bogowie, przecież on mnie zabije…” – pomyślałam przez chwilę
Tak, gratuluję dolewania oliwy do ognia. Naprawdę ci gratuluję.
Kiedy chłopak odwracał swoje ciało w moją stronę, miałam wrażenie, jakby robił to w zwolnionym tempie. Czas jakby przestał istnieć i ten w rzeczywistości krótki i szybki gest tylko się dłużył… jakby trwał w nieskończoność. Kiedy skończył, rzucił mi tylko chłodne spojrzenie, pytające krótko „co chcesz?” Uśmiechnęłam się mimo strachu w sercu i pomachałam biletami, zasłaniając na koniec nimi usta jak wachlarzem.
– Nie mam nic na juuutrooo – przeciągnęłam samogłoski w ostatnim wyrazie, zastanawiając się w tym samym czasie, czy faktycznie żaden nauczyciel niczego nie zadał. – Więc mam wolny wieczór – powiedziałam, odsłaniając delikatny uśmiech.
Spojrzenie Cześka zmieniło się nieco. Zimno, które biło z cudownie niebieskich tęczówek złagodniało, jednak nadal było w nich to, co tak kuło w serduszko.
– Czyli możemy pójść do kina – oznajmiłam.
Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, widząc zmianę postawy chłopaka. Najlepsze było to, że było to niemal niezauważalne, a jednak tak bardzo cieszyło.
– Oo, no to fajnie.
I znowu to okropne kłucie w sercu, sprawiający ból, przez który masz ochotę nic tylko płakać. A jeszcze chwilę temu się cieszyłeś… jeszcze chwilę temu mogłam oglądać twoją radość w oczach i uśmiech, który tak często potrafił zarazić. Dlaczego więc nagle znowu  stałeś się taki… nijaki…?
– Więęęc…? –  zaśmiałam się lekko zakłopotana. – Jaki cudowny film ma pan ochotę obejrzeć?
– Hmmm – chłopak mruknął cicho po czym wstał na równe nogi z rudą myszką w dłoni. – Akceptuję wszystko poza horrorami – usiadł obok mnie na łóżku – i to w pierwszej kolejności oraz - musisz mi to wybaczyć, ale komedii romantycznych nawet nie jestem w stanie przetrawić.
Uniosłam wysoko brwi i prychnęłam z udawaną urazą.
– A skąd możesz wiedzieć, że lubię romansidła??
– Nooo… jesteś laską… nie lubicie ich przypadkiem?
– Może inne lubią sobie powzdychać do takich głupot, ale nie ja – zaprzeczyłam dodatkowo ruchem dłoni.
– Jak to? – chłopak uniósł brwi.
– Tak to. Każda komedia romantyczna, czy nawet zwykłe romansidło działa na tych samych schematach. Są nudne i do przewidzenia. Plus często mają beznadziejne poczucie humoru.
– Nora… ty nie jesteś kobietą… – powiedział przerażony.
– O cholera… – moje oczy również otworzyły się szeroko z przerażenia. – Chyba faktycznie nią nie jestem…
W pokoju przez chwilę zapanowała głucha cisza. Nie było słychać nawet Paxa nurkującego w trocinach. Patrzyliśmy się na siebie oboje w teatralnym przerażeniu rodem z obrazu Muncha, aż w końcu oboje zaśmialiśmy się cicho, dają upust uśmiechem cisnącym się na usta. No, przynajmniej w moim przypadku.
– Głupek… – powiedział.
– Sam jesteś głupek – prychnęłam.
– Dobra, to zbieramy się. – Czesiek wstał i odstawił Nitrrrrrrrrrrrrrro! (musiałam XD) do klatki. – Wybierzemy coś na miejscu.
– Tak jest, szefie!
***
Szliśmy powoli przez ciemny, wąski, obity włochatą, przypominającą wycieraczkę draperię korytarz, podświetlany przy suficie kolorowymi żaróweczkami. Przez prawie całą drogę dreptałam zaciekawiona z brodą uniesioną ku górze. Malutkie lampeczki wyglądały jak gwiazdy, tylko we wszystkich możliwych kolorach. Aż zapragnęłam mieć taki widok u siebie w pokoju. Mogłabym co wieczór po ciężkim, nie ciężkim dniu po prostu się położyć i popatrzeć w swoje osobiste, własne nocne niebo. Oh, a jakby tak kiedyś mieć własny dom z przeszklonym dachem w sypialni, albo w salonie. To byłby dopiero widok.
– Uważaj na próg – usłyszałam nagle głos Cześka. Szybko spojrzałam pod nogi, w tym samym momencie mijając niewysoką przeszkodę, o mały włos się o nie nie potykając. Zachwiałem się lekko, bardziej ze strachu niżby z utraty równowagi.
Poczułam jak chłopak łapie mnie asekuracyjnie za ramię.
– Nora… zabijesz się kiedyś, ciamajdo – zaśmiał się i puścił, gdy tuż przed nami pojawiły się masywne, podwójne czarne drzwi z wielkim, podświetlanym na czerwono napisem „SALA 07”
– Sam jesteś ciamajda… ja przynajmniej nie brudzę wszystkiego sosem od frytek.
Rudowłosy burknął głośno i pchnął drzwi, otwierając je z łatwością. Hmmm, a wyglądały naprawdę na ciężkie…
– To jaki film w końcu wybrałeś?
Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Chłopak po wejściu na salę od razu skręcił w prawo i zaczął wspinać się po podobnie podświetlanych schodach jak korytarz.
– Piąty… szósty… zobaczysz zaraz… ósmy i jesteśmy – zatrzymał się nagle, obracając na pięcie. Uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha i gestem dłoni zaprosił do przejścia ze schodów na rząd foteli. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo jego radość koiła to moje obolałe ze smutku serducho. – Miejsca dziewiąte i dziesiąte powinny być tak na środku.
– Dziękuję – skinęłam głową niczym dama i brechtając się pod nosem zaczęłam szukać wyznaczonych nam miejsc. Faktycznie, tak jak Czesiek mówił, były one na środku. Usiadłam wygodnie, a zaraz po mnie rudowłosy.
– Więc?
– Co więc?
– Co to za fiiilm?
– Oj, kobieto… zobaczysz zaraz…
Mruknęłam przeciągłe i rozpłaszczyłam się na fotelu.
– A będę mogła bilet na pamiątkę? – zerknęłam na chłopaka. Ten po raz kolejny wyszczerzył się szeroko i odpowiedział krótko:
– No pewnie.
***
Spojrzałam na ekran telefonu i aż westchnęłam ze zdumienia. Czy ja dobrze widziałam? Czy to znowu jakiś sen na jawie? Było już tak późno? Zanim wrócimy do akademika, zanim ogarnę się do spania… Przecież ja rano będę padnięta… normalnie nie dam rady wstać do tej przeklętej budy!
– Wow… jest wpół do jedenastej...
– Już?! – Ches niemal wykrzyknął na cały głos i zerknął na telefon, który dalej trzymałam przed sobą.
Wyszliśmy z galerii i po kilku przejściach przez pasy weszliśmy w jedną z bocznych uliczek, byś zbyciem dotrzeć na powrotny autobus.
– Mam nadzieję, że zdążymy, bo na nocny nie chcę mi się czekać… jest zim...
– Czekaj.
Czesiek przerwał mi w pół zdania i zatrzymał mnie, łapiąc pod łokieć - chyba - nasłuchując. Gdy również zaczęłam się przysłuchiwać, temu, co tak zwróciło uwagę chłopaka, usłyszałam jakąś muzykę, podobna do ruskiego techno. Mogłam się nawet założyć, że to faktycznie było ruskie techno.
– Przecież to Narkotik Kal!
– Że co? – spytałam, zdezorientowana.
– Ooo, Norka, lecimy tam! – wykrzyknął entuzjastycznie i szarpnął mnie, ciągnąć za sobą, dalej trzymając mnie pod rękę.
Im bliżej byliśmy miejsca z którego dochodziły te zabójcze basy, miałam coraz większe wątpliwości jeśli o to chodzi. Wokół nas było coraz więcej ludzi, tym samym było coraz głośniej. I przez muzykę, i przez rozmowy każdej osoby.
– Ches, zginiemy – powiedziałam do niego, gdy dotarliśmy na miejsce. To, co działo się w środku było jednym wielkim huraganem ludzi.

czeees?

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Od Delii

- Czy to nie smutne? Pierwsze co zrobiłam po przyjeździe to wielkie poszukiwania biblioteki, tylko by zapytać się, czy w asortymencie znajdzie się dobra książka o rudych malarzach, kryminały Christie i Doyla. To chyba źle o mnie świadczy. Jako młoda, urocza nastolatka powinnam lgnąć do ludzi jak mucha do g… Moje myśli schodzą na niewłaściwy tor. „Trzeba oczyścić umysł i myśleć pozytywnie!” No pewnie, a zaraz potem dać się posiekać przed inne jednostki i później odreagować siekając nadgarstek. Nie ze mną te numery, Świecie!... Eeem stop… czemu ja to mówię na głos?- opanowałam się i rozejrzałam po jej nowym miejscu zamieszkania, które było skąpo urządzone, jak uznałam.
Proste łóżko, biurko i szafa. Miejsce, które aż się prosi, by ktoś poprzyklejał na ściany plakaty, zdjęcia i poustawiał wszędzie swoje śmieci i czekał, aż przyjdą znajomi. Znowu chciałoby się rzec „Nie ze mną te numery, Świecie!”… Pierwsze co zrobiłam w swoim nowym pokoju to przesunęłam łóżko pod okno. Takie głupie przyzwyczajenie, by czytać na łóżku, przy naturalnym świetle, o ile to możliwe. Następnie położyłam „mebelki” Eda na podłodze i pozwoliłam mu wyjść, by mógł godnie i majestatycznie zaśmiecić mi czystą podłogę swoją sierścią.
„Prawie jak w domu!” pomyślałam, choć ten pokój w niczym nie przypominał mojego domu w Danii. Tamten był przepełniony sztuczną miłością, muzyką i rodziną. Połączenie, które od zawsze wywoływało u mnie odruch wymiotny. Cóż może być bardziej odrażające od kochającej matki, która chcąc dobrze, spełniając swoje ambicje, niszczy życie? Ojca, który twardym, pełnym dezaprobaty spojrzeniem podcina literackie skrzydła, dając mi wybór między instrumentem a, lub instrumentem b? Wybór niczym w grach. Złudny.
- Ed, kocie, czemu tak rozmyślam?- spojrzałam na zwierzaka beznamiętnie- Chcesz, żebym dała Ci spokój i zaczęła gadać z ludźmi?- ten w odpowiedzi wskoczył na moje kolana, co to miało oznaczać? Nie wiem…
Moje rozmyślenie przerwało pukanie do drzwi.
- Kocie, głupiś, wykrakałeś- pogłaskałam go, zsunęłam na podłogę, po czym podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
Osoba, która w nich stała, raczej nie wywołała u mnie szczęścia, choć kto mógłby je wywołać? (Moja aktualna odpowiedź: Kostucha.) Choć może wywoła je w czasie późniejszej rozmowy? Ta obleśnie pozytywna myśl zaświtała w mojej głowie, nie pozwalając beznamiętnie się przywitać.

Ktoś?

Nowa uczennica!

Delia Inaudita
Pseudonimy: Delta, Maria Krøyer, Hekate, Poirot, Minerwa.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 2B.
Theme by Bełt