wtorek, 19 czerwca 2018

Od Nory CD Czeslava

Spojrzałam na chłopaka pytająco w tym samym momencie, w którym obrócił się plecami i podszedł do klatki z myszami. Kolejny raz w ciągu tego samego dnia doświadczyłam dwóch skrajnie różnych zachowań jedno po drugim. Mimo że nie był to pierwszy raz, dałam się mocno zaskoczyć.
„Nie znasz mnie, więc nie mów takich rzeczy”
Westchnęłam cicho pod nosem na wspomnienie jego słów. Tak, Ches ma rację. Nie znam go… w ogóle go nie znam. Jest dla mnie kimś, kogo nie powinnam tak pochopnie oceniać.
Chwyciłam bilety leżące na stole i spojrzałam na nie. Po chwili przeniosłam wzrok na chłopaka. Siedział przed klatką z opuszczonym wejściem i obserwował myszory buszujące w środku. Podeszłam do niego, wachlując się kuponami i usiadłam na skraju łóżka.
– Będzie z nim wszystko w porządku? – spytałam, widząc jak Czesiek uważnie obserwuje rudą myszkę.
– Tak, jak najbardziej – odpowiedział krótko, nawet nie obracając się w moja stronę.
Skrzywiłam się lekko. Zacisnęłam wargi w wąską linię i zacisnęłam palce mocniej na kawałkach papieru. W końcu odważyłam się wyciągnąć rękę przed siebie i lekko pacnąć biletami w czubek rudej głowy. Niestety kiedy Ches zesztywniał, cała odwaga uciekła i z mojego ciała i z tego pokoju. Coś ścisnęło mnie nieprzyjemnie w żołądku, w ustach poczułam więcej śliny, serce przyspieszyło, a dłoń tak jak była, tak dalej została, zamrożona z biletami przy włosach chłopaka. Zaczęłam panikować, ba! Stres ogarnął moje drobne ciałko zanim w ogóle wpadłam na ten głupi pomysł.
„O  bogowie, przecież on mnie zabije…” – pomyślałam przez chwilę
Tak, gratuluję dolewania oliwy do ognia. Naprawdę ci gratuluję.
Kiedy chłopak odwracał swoje ciało w moją stronę, miałam wrażenie, jakby robił to w zwolnionym tempie. Czas jakby przestał istnieć i ten w rzeczywistości krótki i szybki gest tylko się dłużył… jakby trwał w nieskończoność. Kiedy skończył, rzucił mi tylko chłodne spojrzenie, pytające krótko „co chcesz?” Uśmiechnęłam się mimo strachu w sercu i pomachałam biletami, zasłaniając na koniec nimi usta jak wachlarzem.
– Nie mam nic na juuutrooo – przeciągnęłam samogłoski w ostatnim wyrazie, zastanawiając się w tym samym czasie, czy faktycznie żaden nauczyciel niczego nie zadał. – Więc mam wolny wieczór – powiedziałam, odsłaniając delikatny uśmiech.
Spojrzenie Cześka zmieniło się nieco. Zimno, które biło z cudownie niebieskich tęczówek złagodniało, jednak nadal było w nich to, co tak kuło w serduszko.
– Czyli możemy pójść do kina – oznajmiłam.
Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, widząc zmianę postawy chłopaka. Najlepsze było to, że było to niemal niezauważalne, a jednak tak bardzo cieszyło.
– Oo, no to fajnie.
I znowu to okropne kłucie w sercu, sprawiający ból, przez który masz ochotę nic tylko płakać. A jeszcze chwilę temu się cieszyłeś… jeszcze chwilę temu mogłam oglądać twoją radość w oczach i uśmiech, który tak często potrafił zarazić. Dlaczego więc nagle znowu  stałeś się taki… nijaki…?
– Więęęc…? –  zaśmiałam się lekko zakłopotana. – Jaki cudowny film ma pan ochotę obejrzeć?
– Hmmm – chłopak mruknął cicho po czym wstał na równe nogi z rudą myszką w dłoni. – Akceptuję wszystko poza horrorami – usiadł obok mnie na łóżku – i to w pierwszej kolejności oraz - musisz mi to wybaczyć, ale komedii romantycznych nawet nie jestem w stanie przetrawić.
Uniosłam wysoko brwi i prychnęłam z udawaną urazą.
– A skąd możesz wiedzieć, że lubię romansidła??
– Nooo… jesteś laską… nie lubicie ich przypadkiem?
– Może inne lubią sobie powzdychać do takich głupot, ale nie ja – zaprzeczyłam dodatkowo ruchem dłoni.
– Jak to? – chłopak uniósł brwi.
– Tak to. Każda komedia romantyczna, czy nawet zwykłe romansidło działa na tych samych schematach. Są nudne i do przewidzenia. Plus często mają beznadziejne poczucie humoru.
– Nora… ty nie jesteś kobietą… – powiedział przerażony.
– O cholera… – moje oczy również otworzyły się szeroko z przerażenia. – Chyba faktycznie nią nie jestem…
W pokoju przez chwilę zapanowała głucha cisza. Nie było słychać nawet Paxa nurkującego w trocinach. Patrzyliśmy się na siebie oboje w teatralnym przerażeniu rodem z obrazu Muncha, aż w końcu oboje zaśmialiśmy się cicho, dają upust uśmiechem cisnącym się na usta. No, przynajmniej w moim przypadku.
– Głupek… – powiedział.
– Sam jesteś głupek – prychnęłam.
– Dobra, to zbieramy się. – Czesiek wstał i odstawił Nitrrrrrrrrrrrrrro! (musiałam XD) do klatki. – Wybierzemy coś na miejscu.
– Tak jest, szefie!
***
Szliśmy powoli przez ciemny, wąski, obity włochatą, przypominającą wycieraczkę draperię korytarz, podświetlany przy suficie kolorowymi żaróweczkami. Przez prawie całą drogę dreptałam zaciekawiona z brodą uniesioną ku górze. Malutkie lampeczki wyglądały jak gwiazdy, tylko we wszystkich możliwych kolorach. Aż zapragnęłam mieć taki widok u siebie w pokoju. Mogłabym co wieczór po ciężkim, nie ciężkim dniu po prostu się położyć i popatrzeć w swoje osobiste, własne nocne niebo. Oh, a jakby tak kiedyś mieć własny dom z przeszklonym dachem w sypialni, albo w salonie. To byłby dopiero widok.
– Uważaj na próg – usłyszałam nagle głos Cześka. Szybko spojrzałam pod nogi, w tym samym momencie mijając niewysoką przeszkodę, o mały włos się o nie nie potykając. Zachwiałem się lekko, bardziej ze strachu niżby z utraty równowagi.
Poczułam jak chłopak łapie mnie asekuracyjnie za ramię.
– Nora… zabijesz się kiedyś, ciamajdo – zaśmiał się i puścił, gdy tuż przed nami pojawiły się masywne, podwójne czarne drzwi z wielkim, podświetlanym na czerwono napisem „SALA 07”
– Sam jesteś ciamajda… ja przynajmniej nie brudzę wszystkiego sosem od frytek.
Rudowłosy burknął głośno i pchnął drzwi, otwierając je z łatwością. Hmmm, a wyglądały naprawdę na ciężkie…
– To jaki film w końcu wybrałeś?
Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Chłopak po wejściu na salę od razu skręcił w prawo i zaczął wspinać się po podobnie podświetlanych schodach jak korytarz.
– Piąty… szósty… zobaczysz zaraz… ósmy i jesteśmy – zatrzymał się nagle, obracając na pięcie. Uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha i gestem dłoni zaprosił do przejścia ze schodów na rząd foteli. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo jego radość koiła to moje obolałe ze smutku serducho. – Miejsca dziewiąte i dziesiąte powinny być tak na środku.
– Dziękuję – skinęłam głową niczym dama i brechtając się pod nosem zaczęłam szukać wyznaczonych nam miejsc. Faktycznie, tak jak Czesiek mówił, były one na środku. Usiadłam wygodnie, a zaraz po mnie rudowłosy.
– Więc?
– Co więc?
– Co to za fiiilm?
– Oj, kobieto… zobaczysz zaraz…
Mruknęłam przeciągłe i rozpłaszczyłam się na fotelu.
– A będę mogła bilet na pamiątkę? – zerknęłam na chłopaka. Ten po raz kolejny wyszczerzył się szeroko i odpowiedział krótko:
– No pewnie.
***
Spojrzałam na ekran telefonu i aż westchnęłam ze zdumienia. Czy ja dobrze widziałam? Czy to znowu jakiś sen na jawie? Było już tak późno? Zanim wrócimy do akademika, zanim ogarnę się do spania… Przecież ja rano będę padnięta… normalnie nie dam rady wstać do tej przeklętej budy!
– Wow… jest wpół do jedenastej...
– Już?! – Ches niemal wykrzyknął na cały głos i zerknął na telefon, który dalej trzymałam przed sobą.
Wyszliśmy z galerii i po kilku przejściach przez pasy weszliśmy w jedną z bocznych uliczek, byś zbyciem dotrzeć na powrotny autobus.
– Mam nadzieję, że zdążymy, bo na nocny nie chcę mi się czekać… jest zim...
– Czekaj.
Czesiek przerwał mi w pół zdania i zatrzymał mnie, łapiąc pod łokieć - chyba - nasłuchując. Gdy również zaczęłam się przysłuchiwać, temu, co tak zwróciło uwagę chłopaka, usłyszałam jakąś muzykę, podobna do ruskiego techno. Mogłam się nawet założyć, że to faktycznie było ruskie techno.
– Przecież to Narkotik Kal!
– Że co? – spytałam, zdezorientowana.
– Ooo, Norka, lecimy tam! – wykrzyknął entuzjastycznie i szarpnął mnie, ciągnąć za sobą, dalej trzymając mnie pod rękę.
Im bliżej byliśmy miejsca z którego dochodziły te zabójcze basy, miałam coraz większe wątpliwości jeśli o to chodzi. Wokół nas było coraz więcej ludzi, tym samym było coraz głośniej. I przez muzykę, i przez rozmowy każdej osoby.
– Ches, zginiemy – powiedziałam do niego, gdy dotarliśmy na miejsce. To, co działo się w środku było jednym wielkim huraganem ludzi.

czeees?

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Od Delii

- Czy to nie smutne? Pierwsze co zrobiłam po przyjeździe to wielkie poszukiwania biblioteki, tylko by zapytać się, czy w asortymencie znajdzie się dobra książka o rudych malarzach, kryminały Christie i Doyla. To chyba źle o mnie świadczy. Jako młoda, urocza nastolatka powinnam lgnąć do ludzi jak mucha do g… Moje myśli schodzą na niewłaściwy tor. „Trzeba oczyścić umysł i myśleć pozytywnie!” No pewnie, a zaraz potem dać się posiekać przed inne jednostki i później odreagować siekając nadgarstek. Nie ze mną te numery, Świecie!... Eeem stop… czemu ja to mówię na głos?- opanowałam się i rozejrzałam po jej nowym miejscu zamieszkania, które było skąpo urządzone, jak uznałam.
Proste łóżko, biurko i szafa. Miejsce, które aż się prosi, by ktoś poprzyklejał na ściany plakaty, zdjęcia i poustawiał wszędzie swoje śmieci i czekał, aż przyjdą znajomi. Znowu chciałoby się rzec „Nie ze mną te numery, Świecie!”… Pierwsze co zrobiłam w swoim nowym pokoju to przesunęłam łóżko pod okno. Takie głupie przyzwyczajenie, by czytać na łóżku, przy naturalnym świetle, o ile to możliwe. Następnie położyłam „mebelki” Eda na podłodze i pozwoliłam mu wyjść, by mógł godnie i majestatycznie zaśmiecić mi czystą podłogę swoją sierścią.
„Prawie jak w domu!” pomyślałam, choć ten pokój w niczym nie przypominał mojego domu w Danii. Tamten był przepełniony sztuczną miłością, muzyką i rodziną. Połączenie, które od zawsze wywoływało u mnie odruch wymiotny. Cóż może być bardziej odrażające od kochającej matki, która chcąc dobrze, spełniając swoje ambicje, niszczy życie? Ojca, który twardym, pełnym dezaprobaty spojrzeniem podcina literackie skrzydła, dając mi wybór między instrumentem a, lub instrumentem b? Wybór niczym w grach. Złudny.
- Ed, kocie, czemu tak rozmyślam?- spojrzałam na zwierzaka beznamiętnie- Chcesz, żebym dała Ci spokój i zaczęła gadać z ludźmi?- ten w odpowiedzi wskoczył na moje kolana, co to miało oznaczać? Nie wiem…
Moje rozmyślenie przerwało pukanie do drzwi.
- Kocie, głupiś, wykrakałeś- pogłaskałam go, zsunęłam na podłogę, po czym podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
Osoba, która w nich stała, raczej nie wywołała u mnie szczęścia, choć kto mógłby je wywołać? (Moja aktualna odpowiedź: Kostucha.) Choć może wywoła je w czasie późniejszej rozmowy? Ta obleśnie pozytywna myśl zaświtała w mojej głowie, nie pozwalając beznamiętnie się przywitać.

Ktoś?

Nowa uczennica!

Delia Inaudita
Pseudonimy: Delta, Maria Krøyer, Hekate, Poirot, Minerwa.
Wiek: 18 lat.
Klasa: 2B.

środa, 6 czerwca 2018

Od Cher

Szum z dworu towarzyszył mi przy czytaniu kolejnego romansidła. Zegarek na szafce nocnej pokazywał godzinę 18:59. W moim pokoju unosił się charakterystyczny zapach mokrej gleby. Przez otwarte okno naleciało już sporo deszczu na parapet, ale nie zamierzałam nic z tym zrobić. Początek czerwca zwiastował upalne dni, ale towarzyszył im często deszcz, co niewiarygodnie mnie cieszyło. Kątem oka dostrzegłam jasny błysk w oknie, po czym rozbrzmiał głośny grzmot. Jeszcze lepiej. Burze to zjawiska, które podziwiałam z powodu ich majestatu, mroku i tajemniczości. Myślę, że mogłyby stanowić ciekawą filozoficzną przenośnię co do współgrania dobra i zła na świecie. Uwielbiałam piątkowe wieczory, gdy jedyne o co musiałam się martwić, to czy główna bohaterka wybierze życie z przystojnym brunetem, czy zdecyduje się wyjechać na prestiżowe studia. Popijając herbatę doczytałam ostatnie słowa na stronie. Rozdział później, gdy znów chciałam upić łyk owocowego naparu, uświadomiłam sobie, że już nie miałam czego pić, bo żółty kubek z kwiatkiem był zupełnie pusty.
Wygramoliłam się spod kołdry i wsunęłam stopy w szare kapcie. Kompletnie wyparłam z myśli fakt, że ktoś może błądzić po akademickich korytarzach po dziewiętnastej w piątek. Przelotnie zerknęłam w lustro przy drzwiach. Miałam na sobie krótkie spodenki, teoretycznie do ćwiczeń, ale w życiu ćwiczyłam w nich może ze cztery razy oraz podkoszulek z jakimś tandetnym barankiem. Przejechałam dłonią po rozpuszczonych włosach. To tylko spacer po herbatę. Co może się stać?
Tuż przed wyjściem zamknęłam okno i odstawiłam książkę grzbietem do góry.
Przeszłam przez oświetlony korytarz w stronę schodów na jego końcu. Kiedy zeszłam na dół, ujrzałam automat z gorącymi napojami. Wybrałam wrzątek i włożyłam torebkę z herbatą do kubka. Automat bardzo wolno działał, a mnie zaczynało się nudzić. Czas nieubłaganie mijał, a wrzątku dalej nie przybyło. Może automat się popsuł? Kiedy chciałam sprawdzić, czy wszystkie kable są podłączone, rozbrzmiał głośny grzmot i zgasło światło. Zmroziło mnie, ponieważ tuż po pająkach i clownach, najbardziej boję się ciemności. Nie panikuj, powtarzałam sobie, ale zbytnio nie pomagało. 
- Jest tu ktoś? - usłyszałam męski głos z drugiego końca pokoju. 
- Ja jestem - odpowiedziałam cicho, próbując przypomnieć sobie, kto był ze mną w tym pomieszczeniu. Byłam pewna, że samotnie spędziłam ostatnie minuty przed zgaśnięciem świateł. 
- Jak masz na imię? - spytałam nieznajomego.
(ktosiu?)

sobota, 26 maja 2018

Od Czeslava CD Nory

Dziewczyna wbiła wzrok w stopy, tym samym zrywając całkowicie kontakt wzrokowy. Patrzyłem na nią jeszcze przez dosłownie sekundę, ale brak jakiejkolwiek intencji z jej strony, sprawił, że ostatecznie przeniosłem wzrok na drogę przed sobą. Mimo śmiechu, który wydobył się z niej dosłownie przed chwilą, miałem wrażenie, że... był udawany. Przygryzłem wargę kłem i przyspieszyłem. Nora automatycznie została z tyłu wydając dźwięk niezadowolenia
- Musisz tak pędzić? - jęknęła
- Owszem - wyszczerzyłem się szeroko odwracając twarzą do niej i idąc tyłem - Przebieraj szybciej łapkami!
- Łapkami? - jej oddech przyspieszył znacznie
- Yop, łapkami! - odwróciłem się i szedłem normalnie
- Czemu łapkami? - wydyszała
- Ponieważ nie łapami - przyspieszyłem jeszcze bardziej
- Ches błagam Cię, zwolnij - jęknęła
- Nie ma mowy - mruknąłem dodając tempa
Dziewczyna jeszcze coś tam mruknęła. Mocniej przygryzłem wargę i zacisnąłem dłoń w pięść. Ches. Do jasnej cholery, co ty robisz? Nie możesz się tak zachowywać. Zatrzymałem się w miejscu i poczekałem, aż dziewczyna dorówna mi kroku.
- Przepraszam - mruknąłem - Już zwalniam
Nora kiwnęła głową i powoli jej oddech zaczął się wyrównywać. Szliśmy o wiele wolniej. Wbiłem dłonie do kieszeni bluzy i zacząłem kopać napotkany na drodze kamyk. Praktycznie całą uwagę przeniosłem na niego i skupiałem się, aby kopnąć go idealnie na wprost siebie. Kiedyś potrafiłem tak kopać kamyki od momentu wyjścia z domu do dotarcia na miejsce docelowe. A potem wracając odprowadzałem go na pierwotną pozycję. Powróciłem myślami do aktualnej sytuacji i kątem oka dostrzegłem, że Nora obserwuje toczący się mini głaz. Kopnąłem go w jej kierunku, tak, że znalazł się centralnie przed nią. Ta jednak minęła go jak gdyby nigdy nic... A więc, tak kończy się historia kamyka... Westchnąłem cicho i jeszcze bardziej wbiłem dłonie do kieszeni. Podniosłem lekko głowę do góry i rozejrzałem się po okolicy. Jeszcze kawałek drogi przed nami... Gdyby szedł sam, to już dawno dotarłbym do celu, ale cóż, miałem ogon, który bardzo się wlókł. Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem, czy mam jakiekolwiek powiadomienia. Jak się można było spodziewać... ekran świecił pustkami. Schowałem go głęboko do kieszeni i zarzuciłem kaptur na głowę.
- Zimno Ci? - zapytała Nora
- Niezbyt - mruknąłem
I na tym skończyła się nasza rozmowa. To trochę bardzo przykre, gdy jesteś zmuszonym prowadzić całą konwersację. Może nawet samo to nie jest takie przykre, co fakt, że potrafisz z kimś gadać bez przerwy, dogadujecie się jak nikt, i zawsze macie o czym rozmawiać. Ale gdy przychodzi, co do czego i to druga osoba, ma przejąć konwersację i nagle nastaje cisza i okazuje się, że nie macie o czym rozmawiać... To jest dopiero przykre, gdy tak naprawdę jakąkolwiek interakcję wywołujesz ty sam. A jeszcze na domiar złego, nagle cisza między nami zaczęła dosłownie kuć w oczy... Przełknąłem ślinę i zerknąłem na Norę. Dziewczyna dalej była niezwykle zainteresowana swoimi butami. Spojrzałem na nie szukając wytłumaczenia, co jest w nich takiego hipnotyzującego, ale szybko się poddałem. Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk karetki. Podniosłem wzrok w poszukiwaniu ambulansu, ale nigdzie nie mogłem go zlokalizować.
- Eeee Czes, daleko jeszcze? - pytanie padło równie nagle tak jak pojawił się dźwięk karetki
- Niezbyt - odpowiedziałem - Jeszcze dwie ulice i będziemy przy BIT'cie.
Przyspieszyłem kroku widząc, że światła na przejściu zaczynają mrugać. Ostatnie metry pokonałem w lekkich podskokach, gdy włączyło się czerwone światło. Tuż przy moim boku po sekundzie pojawiła się Nora. Spojrzałem na nią z ukosa i wyprzedziłem. Przestań się tak przejmować idioto. Czemu nagle ciąży Ci tak ta cisza? Przecież to nic niezwykłego... ,,miej wyjebane, a będzie Ci dane''.
- Uważaj! - Nora nagle złapała mnie za ramię i pociągnęła do tyłu.
Chodnik tuż przede mną przeszył rozpędzony rowerzysta. Zamrugałem szybko i podążyłem wzrokiem za nim.
- Coś się stało? - zapytała po chwili
- Nie. Co miałoby się niby stać?
- Nie wiem - spuściła głowę - Ale jesteś inny, a już zwłaszcza inny niż chwilę po wyjściu z akademika.
- Wydaje Ci się - mruknąłem
- Skoro tak twierdzisz - westchnęła
- Ten niebieski budynek to BIT, tak kupisz bilety - powiedziałem wskazując brodą wspomniany budynek - Ja poczekam tutaj na ławce.
- Nie chcesz wejść do środka? - zapytała - Zmarźniesz...
- O mnie się nie martw, po za tym jest ciepło. Leć załatw swoje.
Dziewczyna kiwnęła głową i udała się do BIT'u. Odprowadziłem ją wzrokiem, i gdy tylko drzwi zamknęły się za nią, padłem na najbliższą ławkę. Nagle z kieszeni dobiegł dźwięk przychodzącej wiadomości. Niespiesznie wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość od Chrupka.
> Ches, jesteś w pokoju?
< Nope, siedzę na mieście, o co cho?
> O której wracasz? Potrzebowałbym, żebyś mi wytłumaczył jedną rzecz ze stereometrii.
< No problemo Amigo, nie mam pojęcia, ale chyba jakoś na czasie.
> Jak wrócisz to napisz, przyjdę do Ciebie.
< Kiepski pomysł. Mogę wpaść do Ciebie?
> Mmm, w porządku. Znowu rozwaliliście pokój?
< Nieeee, długa historia. Wgl, mógłbym się u Ciebie kimnąć?
> Jesteś pewien, że nie rozwaliliście pokoju? I pewka, możesz.
< Dzięki wielkie, to opowiem Ci wszystko jak przyjdę.
> Luzik, Misiek kazał Ci przekazać, że zachowujesz się jak gówniarz, ale nie wiem o co mu konkretnie chodziło
< Wystarczy, że ja wiem. Dzięki, i powiedz mu, że jest idiotą
> Ambitna dyskusja... nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć, o co tym razem się pożarliście
< Jak tam chcesz, kupić Ci coś po drodze?
> Nie dzięki
< Wezmę jakieś chipsy, chcesz jakiś konkretny smak?
> Paprykowe?
< Się robi, to do zo, a i nic nie mów temu niemcowi
> Luz
Chwilę jeszcze poklikałem na telefonie przeglądając skrzynkę mailową i zapoznając się z najnowszymi memami.  Jednak wewnętrznie ciągle coś nie dawało mi spokoju. Wbiłem wzrok w kostkę brukową między stopami i patrzyłem jak elegancko co kilka sekund ląduje tam płatek śniegu. Przymknąłem oczy i wsłuchiwałem się w dźwięki ulicy. Zdecydowanie to nie był mój dzień.
- Ches? - usłyszałem znajomy głos
- Mmmm? - mruknąłem nie otwierając oczu
- Kupiłam już bilety
- To dobrze - pokiwałem lekko głową
- To wszystko, możemy już iść
Bez słowa skinąłem głową. Nagle ni stąd ni z owąd poczułem lekkie pacnięcie w czerep. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że momentalnie sie zerwałem
- Ej! - warknąłem wbijając wzrok w Norę. Dziewczyna cofnęła się kilka kroków
- Przepraszam - powiedziała szybko
- Za co to? - mruknąłem masując czubek łepetyny
- Za... przepraszam
Wbiłem ponownie w nią wzrok i bacznie zlustrowałem.
- O co chodzi? - mruknąłem
- Mi? - uniosła brwi - Ches, to ty nagle się ofukałeś i zacząłeś dziwnie zachowywać. Pacnęłam Cię, żebyś przestał już myśleć, bo zmierzasz w złym kierunku.
Zamrugałem kilka razy i spojrzałem na nią już nieco łagodniej
- Prominte...
- Ja rozumiem, że może Ci być teraz ciężko i po głowie mogą Ci kręcić się jakieś ciemne myśli, ale proszę Cię, przestań.... Nie jesteś sobą.
- Nie jestem sobą? - uniosłem brwi - A skąd wiesz, że właśnie teraz przypadkiem nie jestem sobą, co?
- Bo... - zamilknęła
- Właśnie - mruknąłem - Nie znasz mnie, więc nie mów takich rzeczy.
- Masz rację, nie znam Cię. Przepraszam.
Ruszyła nagle przed siebie. Stałem jak wryty i patrzyłem na oddalającą się sylwetkę dziewczyny. Z jednej strony miałem ochotę stać tak dalej lub udać się w przeciwnym kierunku, a z drugiej, coś kazało mi ruszyć za nią. W sumie, dlaczego miałbym niby za nią iść? Nadal jest dla mnie nikim... Nadal? Ona zawsze będzie dla mnie nikim. Czym ty się w ogóle teraz zajmujesz Ches? Olej to i rób co chcesz. Nikt Ci nie będzie mówił, kim jesteś, i czy jesteś sobą, czy nie. Zawsze jesteś sobą. Zawsze. Nigdy nikogo nie udajesz, prawda? ... Dobra.....
- Nora! - zawołałem głośno i pobiegłem sprintem za dziewczyną. Ta przystanęła na chwilę i spojrzała na mnie, by po chwili z powrotem ruszyć przed siebie. Zwolniłem tempa, praktycznie się zatrzymując. Czy to znaczyło, że mam dać jej spokój? Ech... Stanąłem i patrzyłem prosto w jej plecy, które z sekundy na sekundę były coraz dalej, aż w końcu zniknęły za jakimś budynkiem.

~~~~

Kreśliłem długopisem na kartce najbardziej podstawowe bryły przestrzenne, a Chrupek męczył się z zadaniem domowym. Byłem właśnie w trakcie wykreślania wysokości stożka, gdy linijka przesunęła mi się i przez połowę szkicu przebiegła nieprawidłowa linia... Cisnąłem linijkę na bok i przyciskając z całej siły długopis do kartki zamazałem obiekt. Kartka szybko się poddała i krótko mówiąc podarła się. Chrupek podniósł wzrok znad zeszytu i spojrzał na mnie.
- Nawet nie wiem, czy mam pytać - powiedział spokojnie
- To nie pytaj - burknąłem
- Czyli jednak - westchnął - Jesteś głupim dzieciuchem.
- Powiedz mi coś czego nie wiem - wbiłem czoło w blat stołu
- Ches, serio nie wiem, co ty tam znowu rozkminiasz, ale mam nadzieję, że niee robisz nam powtórki sprzed roku.
- Spokojnie... nie zapowiada się na to
- To prawda, że się przeniosłeś do C?
- Prawda
- Największy hejter tej klasy, się tam przeniósł? - w jego głosie dało się wyczuć niedowierzanie
- Tak, dokładnie tak - mruknąłem
- Jeśli zrobiłeś to przez tę bójkę z Miśkiem, to wiesz, że to było dziecinne...
- Zrobiłem to, bo nie daję rady z materiałem na profilu lingwistycznym, jasne? - warknąłem podnosząc głowę
- Ches naprawdę Cię lubię i nie mam nic do Ciebie - zaczął
- Ok, rozumiem - mruknąłem - To ja już sie zbieram
Podniosłem się do góry i zacząłem zgarniać swoje rzeczy.
- Siadaj - westchnął - Nie o to mi chodziło, możesz się tu kimnąć. Tylko, że zobacz, zacząłeś się powoli mieszać w tym wszystkim i podejmować niezbyt odpowiedzialne decyzje, nie wiem jak to ująć... Ale może zrobiłbyś sobie wolne i pojechał do rodziny? Wyluzowałbyś się, wiesz, rodzina to jednak rodzina, a w domu to najlepiej....
Wybuchnąłem śmiechem przerywając mu wypowiedź
- Nie ma mowy, nie wrócę do domu. Zostaję tutaj.
- To nie wracaj do domu, ale spróbuj zmienić otoczenie, chociaż na trochę. Wyrwij się stąd, tak, żebyś nie musiał na okrągło o tym myśleć... Jakby nie patrzeć, wszędzie widzisz coś związanego z tematem szkoły.
- Dzięki za radę - pokiwałem głową - Ale raczej nie skorzystam.
- Ja tam chcesz - wzruszył ramionami - Tylko żebyś się potem nie zdziwił jak będzie za późno.
Spojrzałem na niego z ukosa. Co on tam może wiedzieć... Z powrotem wbiłem czoło w stół i przymknąłem oczy....
- Ja pierdolę, co ty robisz?! - zerwałem się, gdy nagle Chrupek mocno mnie objął - Co ty jesteś gejem?!
- Cicho bądź - mruknął chłopak - Ja próbuję Ci tutaj pomóc, a ty co?
- Co ty właśnie zrobiłeś? - zmarszczyłem brwi
- Przytuliłem Cię
- Po co...
Chłopak westchnął i pokręcił głową.
- Może gdybyś się tak nie wyrwał, to byś zrozumiał. Czasem naprawdę bliski kontakt z kimś innym pomaga.
- Ale.... dlaczego z Tobą... Wiesz też Cię lubię, ale no...
- Ches, tu nie chodzi o ,,TE KWESTIE'', ale bardziej o samą czynność.
- Za dużo czytasz tych wszystkich swoich psychologicznych pisemek...
- Nie gderaj tyle, tylko czasem mnie posłuchaj - pokręcił głową - Uwierz, że to działa, i jeśli nie chcesz, żebym to ja Cię przytulił, to idź do kogoś kto mógłby to zrobić....
- Jakoś nie widzę sensu w tym wszystkim - mruknąłem siadając
- Głupi jesteś i nie jesteś w stanie pojąć wielu rzeczy, ale no, wybaczam Ci dzieciaku. Kiedyś przyjdziesz na kolanach błagać o wybaczenie.
- Skoro tak mówisz...

~~~

Zapukałem lekko do drzwi pokoju numer 189. Po chwili do mych uszu dobiegł dźwięk przekręcanego zamka i w szparze między drzwiami pojawiła się Nora
- Hej - uśmiechnąłem się lekko - Przyniosłem chłopakom trochę jedzenia.
Drzwi otworzyły się trochę bardziej i wszedłem do środka.
- Grzeczni są? - zapytałem mijając dziewczynę
- Tak - powiedziała krótko
- To dobrze - pokiwałem lekko głową przygryzając wargę - Ale nie obrażaj się na mnie Nori....
- Ches, nie obrażam się - mruknęła - Ale nie tego się spodziewałam...
- Wiem - spuściłem głowę - Przepraszam. Ten... masz jakieś plany na wieczór?
- Niezbyt - powiedziała
- Poszłabyś ze mną do kina? - uśmiechnąłem się lekko i wyciągnąłem w jej stronę bilety - Możemy wybrać sobie dowolny film 3D, więc, jakbyś chciała, to...
Spuściłem głowę i położyłem bilety na stole.
- To ja się zajmę chłopakami...

<Nora?>

Od Miki'ego CD Alexandra


Po odebraniu lekcji wróciłem do domu. Rzuciłem zeszyty na stół i usiadłem na podłodze oparty o szafkę. Zagwizdałem i Risto w mgnieniu oka podbiegł do mnie. Wtuliłem twarz w jego futro, intensywnie myśląc. Alex najpierw zniknął bez żadnych oznak życia i nagle, po trzech miesiącach, pojawił się ponownie. Z jednej strony się cieszyłem, bo przecież wrócił, ale hej - nic nie powiedział, martwiłem się, za dużo myślałem o powodzie dla którego wyjechał. Dlatego nie rzuciłem mu się w ramiona i postanowiłem, że tak nie zrobię. No, póki co... Chyba. Do tego, jak ja wyglądałem? Sam zauważył, że schudłem i te wory pod oczami.
- Świetnie wyglądam, nie ma co - wymamrotałem, wstając. Usiadłem przy stole i zacząłem przepisywać notatki, co jakiś czas upijając drobny łyk wina, które gdzieś znalazłem. Był to prezent dla kogoś, ale cóż. Nie upijałem swoich smutków, ani niczego- co to, to nie. Po prostu miałem ochotę. Po pewnym czasie skończyłem. Odłożyłem wszystkie rzeczy, ukryłem alkohol i usiadłem na kanapie. Oparłem głowę o oparcie i zamknąłem oczy, próbując zmyć zmęczenie. Przerwało mi jednak delikatne pukanie do drzwi. Otworzyłem i zareagowałem tak jak wcześniej, szybciej jednak się ogarniając i zamykając drzwi. Przeszkodziła mi w tym jednak jego stopa.
- Zgubiłeś czapkę - powiedział tylko, podając mi ową rzecz. Zabierając ją, nasze dłonie się zetknęły. 
- Możemy... Możemy porozmawiać? - Spojrzałem na niego.
- Wiem, że wyjechałem nagle, bez ostrzeżenia i zostawiłem cię całkiem samego. Przepraszam. Ale naprawdę chcę porozmawiać. Wyjaśnić ci to - spojrzał w moje oczy z wręcz prośbą. Przełknąłem ślinę, odwracając wzrok. Po namyśle otworzyłem gwałtownie drzwi i wciągnąłem go do środka. Zamknąłem drzwi z trzaskiem i usiadłem tam gdzie wcześniej, tylko że z poduszką na nogach. 
- Siadaj i mów - mruknąłem, bacznie go obserwując. Poklepałem miejsce obok, z cichą nadzieję że usiądzie, co także zrobił. Przeszły mnie dreszcze. Chciałem go przytulić (i nie tylko) ale nie wiem jak by zareagował... Otrząsnąłem się z tych myśli.
- Mów, dalej - popędziłem go. 
-Więc... - wziął głęboki wdech - Moja mama zachorowała i musiałem do niej pojechać. Nie wiedziałem na jak długo, a potem jeszcze kilka innych spraw się... nałożyło.
- Mogłeś wcześniej powiedzieć że wyjeżdżasz, albo chociaż napisać czy coś - mruknąłem niezadowolony.
- Wiem, że mogłem - powiedział, kładąc rękę na karku i odwracając wzrok. Podniosłem lekko brwi.
- Ale?
- Ukradli mi telefon.
Przez chwilę siedziałem cicho, próbując przyjąć to do wiadomości, ale cóż. Po prostu parsknąłem głośnym śmiechem, starając się uspokoić. Szczerzyłem zęby jak głupi przez dobrą minutę.
- Ojejku, aż się popłakałem - znowu parsknąłem śmiechem. Odkaszlnąłem i spojrzałem na niego. Wydawał się jakby ucieszony, ale zarazem zagubiony. Zacząłem przyglądać się jego twarzy kiedy poczułem że moje oczy robią się wilgotne. Podciągnąłem nosem, próbując się nie rozbeczeć. Wstałem i zrobiłem kilka kroków, nie wiedząc co zrobić. Ukucnąłem i schowałem twarz. Boże, ja tak bardzo tęskniłem za nim, a teraz bałem się że za chwilę zniknie bez słowa, tak jak wcześniej. 

<joł alex przytul tego smutasa>

piątek, 25 maja 2018

Od Alexandra CD Miki'ego

Odwróciłem się i spojrzałem na niego, nieco zdziwiony. 
-Miki? - Spytałem, idąc za nim. - Miki, proszę - złapałem go za nadgarstek, zatrzymując w miejscu był cieńszy niż ostatnio. Zaniepokoiło mnie to, tak samo jak jego worki pod oczami i cienie. - Ja... Przepraszam - szepnąłem, patrząc w duże tęczówki. 
- Spoko. - odpowiedział i starał się wyrwać, ale ciągle go trzymałem. Po chwili przyciągnąłem do siebie, ściskając mocno. Odetchnąłem drżąco, tuląc do siebie to małe ciałko w za dużych ubraniach. - Schudłeś - zauważyłem cicho, gładząc plecy. - Mieszkasz tam,gdzie zawsze?
- Tak. Nie przychodź... proszę - powiedział tylko. Patrzyłem jak odchodzi szybko, zaciągając kaptur z powrotem na głowę. Patrzyłem za nim z bólem, który sam sobie zafundowałem. Idiota! Wyjechałem bez słowa pożegnania trzy miesiące temu a teraz wracam i co? Liczę, że będzie jak dawniej? Idiota! Nieco nerwowo wbiłem paznokcie w dłoń. Dopiero, gdy odchodziłem, zauważyłem zgubioną czapkę. Wiem, że miałem się nie pokazywać mu... Ale przecież muszę ją oddać. Powoli ruszyłem do gabinetu dyrektorki. Rozmowa trwała prawie godzinę, podczas której wyjaśniłem jej wszystko. 
- Pod koniec tygodnia będziesz znał moją decyzję - zapewniła, patrząc za ogromne okno - Póki co idź i odpocznij. Umyj się. Musisz być zmęczony - mówiła, jednak w jej głosie nie brzmiało nic więcej poza obojętnością. 
- Dziękuję - szepnąłem, naprawdę wdzięczny kobiecie, chociażby za wysłuchanie. Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi, po czym zgodzie z jej radą wróciłem do siebie. Umyłem się i ubrałem w ciepłą bluzę oraz świeże jeansy. Wsunąłem jedynie tramiki na stopy. Trzymając mocno jego czapkę, powoli szedłem ciemnym korytarzem. Szkoła była taka pusta. Przynajmniej część z akademikami. Reszta pewnie jeszcze miała zajęcia. Z ulgą wyszedłem na dwór, oddychając świeżym powietrzem. Jak dobrze być w domu, przemknęło mi przez myśl. Rozglądałem się dookoła, czując wewnętrzną więź z tym miejscem, która dodawała mi nieco otuchy. Stanąłem przed brama, patrząc na ogromny budynek z radością w sercu. Powoli odwróciłem się i ruszyłem przed siebie, w stronę miasteczka, gdzie znajdowały się również mieszkania studentów. Mimo kilku miesięcy nieobecności, nic się nie zmieniło. Do tego pamiętałem drogę. W piekarni kupiłem kilka słodkich bułek i ruszyłem do znajomego budynku. Delikatnie zapukałem do pokoju chłopaka, drapiąc się nerwowo po karku. Gdy otworzył, na jego twarzy odmalowała się najpierw radość, tak jak ostatnio. Serce zabiło mi nieco mocniej, widząc jak na bladej twarzy pojawia się leciutki rumieniec. Ten znikł po chwili, podobnie jak reszta chwilowej fascynacji i nadziei. Jednak zanim ten zamknął mi drzwi przed nosem, wsunąłem stopę między nie a framugę. 
- Zgubiłeś czapkę - powiedziałem tylko, podając mu ją. Nasze dłonie przez ułamek sekundy się zetknęły, gdy ją zabierał. - Możemy... Możemy porozmawiać? - Poprosiłem cicho, patrząc na niego. - Wiem, że wyjechałem nagle, bez ostrzeżenia i zostawiłem cię całkiem samego. Przepraszam. Ale naprawdę chcę porozmawiać. Wyjaśnić ci to -spojrzałem w jego oczy z prośbą. 

Miki?

Theme by Bełt